Pierwszy miesiąc Amelii

Amelia wprowadziła w nasze życie zamęt, ale zamęt bardzo pozytywny . Choć wygląda jak Liliana i czuję czasami jakbym urodziła dwa razy to samo dziecko, to zachowaniem bardzo się różni od siostry.
Po pierwsze pięknie ssała pierś od samego początku. Od razu wiedziała o co chodzi.
Nie płacze bez powodu, co jest dla mnie ukojeniem po Lilianie, która płakała cały czas - przed spaniem, po spaniu, najedzona, głodna, przebrana, nie przebrana itd. Lilka lubiła płakać i szczerze mówiąc nadal lubi. Amelia niezadowolenie pokazuje przez lekkie stękanie i musi się naprawdę wkurzyć, żeby głośno zapłakać. Przeważnie kiedy jest głodna i kiedy jest śpiąca.
Amelia przez pierwsze tygodnie spała ze mną w łóżku, obecnie śpi w dostawianym łóżeczku co ułatwia mi nocne karmienie. Praktycznie nie wstaje w nocy. Kiedy Amelia zaczyna się wiercić i zegarek pokazuje, że od ostatniego karmienia minęło około 2-3 godziny biorę ją i karmię. Później odbijanie i odkładam. Amelia śpi na brzuszku. Nie polubiła niestety woombie ani innych otulaczy.
Jak widzicie przewróciła mój świat. Miałam wszystko zaplanowane inaczej. Dziecko nigdy nie powinno spać z rodzicami, broń Boże kłaść dziecko na brzuszku i obowiązkowo będzie spalo w woombie. A tu guzik, wszystko na odwrót. Każde dziecko jest inne i ma różne potrzeby. Podejście rodzica do drugiego czy kolejnego dziecka też jest inne.
Pod koniec pierwszego miesiąca u Amelii pojawiły się prawdopodobnie kolki, co sprowadzało się do tego, że tylko u mamy się uspokajała. Nikt inny nie mógł jej trzymać. Ja byłam chwilami wykończona. Bardzo mało spała w dzień, co na noworodka było dosyć dziwne. Były dni, że w sumie spała tylko dwie godziny w dzień. Resztę czasu była na mamie.
Refluks to też niestety dla nas nowość. Liliany nawet nie musiałam odbijać, nakarmiłam i odkładałam - nic się nigdy nie ulało. Z Amelką nie jest już tak bajkowo. Kiedy była na piesi to po karmieniu trzymałam ją w pionie czasem i pół godziny a i tak potrafiła zwrócić pokarm.
Mleko antyrefluksowe złagodziło ten problem, choć nadal zdaża się, że uleje.
Pierwszy miesiąc był wspaniały pełen miłości ale również bardzo stresujący. Musięliśmy się wszyscy w czwórkę dotrzec i wdrożyć w nową sytuację. Nocne wstawanie i inne nowe obowiązki. Czasami doba jest za krótka, żeby zdążyć ze wszystkim.
Liliana przez ten czas bardzo zżyła się z tatą, trochę przymusowo musieli spędzać ze sobą więcej czasu, bo ja dla Lili miałam go coraz mniej albo wcale. Początki ich wspólnych zabaw czy wyjść nie były łatwe ale już powoli się dogadują. Nie wyobrażam sobie opieki nad dwójką małych dzieci w pojedynkę, tzn. jest zapieprz szczególnie wieczorem, kolacja, kąpanie itd. i jeśli byłabym z tym wszystkim sama to byłoby mega ciężko. A tak tata zajmuje się Lilianą, ja Amelią, między czasie jemy, myjemy naczynia, sprzątamy co konieczne i jakoś to nabiera wyglądu i sensu. I o dwudziestej jesteśmy padnięci oboje a nie tylko mama.
Odwiedziła nas też moja siostra. Była u nas prawie dwa tygodnie. Krótko mówiąc, było super. Musi częściej przyjeżdżać. Lilka była wniebowzięta - bardzo polubiła towarzystwo cioci.
Udało się też wyrobić paszport dla Amelii i resztę rodziny zobaczymy we wrześniu. Już nie mogę się doczekać.



Komentarze

Zobacz również