Karmienie

Amelia od samego początku ładnie złapała pierś, co po doświadczeniach z Lilianą dla mnie było szokiem. Po dobie karmienia zaczęły mnie boleć brodawki, więc spróbowałam nakładek, które Amelce wcale nie przeszkadzały a dla mnie była to ogromna ulga od bólu. Szło nam naprawdę super. Bałam się nawału pokarmu na trzeci dzień ale nic takiego nie nastąpiło. Wszystko działo się spokojnie. Może dlatego, że Amelia była bardzo często przykładana do piersi. Pokarmu miałam dużo. W nocy Amelka spała ze mną w łóżku ale w kokonie. Po tygodniu kupiliśmy dostawiane do naszego łóżka małe łóżeczko. Powiem Wam, że to jest rewelacja jeśli chodzi o nocne karmienia.  Sielanka trwała około trzy tygodnie, później zaczęły się problemy. Amelia zaczęła bardzo ulewać, co skutkowało tym, że cały czas była głodna czyli non stop była na piersi. Nie można było jej odłożyć do łóżeczka, bo pokarm podchodził jej do gardła i zwracała pawie wszystko. Wiła się z bólu, prężyła i robiła się bordowa. Myśleliśmy, że ma kolki i że może ja zjadłam coś niewłaściwego. A ja już byłam tak pochłonięta zdrową dietą matki karmiącej, że bardzo brałam do siebie to co jem. W pewnym momencie jadłam już tylko gotowane rzeczy, unikałam praktycznie wszystkiego, co mogło powodować kolki. Byłam wykończona i ciągle głodna. Tutaj położne są zdania, że karmiąca mama może jeść wszystko, dosłownie. Po porodzie podano mi fasolkę ( nie zjadłam )
Amelia płakała, zwracała, bardzo mało spała. Wszystko wskazywało na refluks. Kupiliśmy specjalne mleko antyrefluksowe i postanowiliśmy spróbować. Z dnia na dzień było coraz lepiej. Dziecko znowu stało się spokojne i szczęśliwe.
Ja trochę ubolewałam nad tym, że odstawiłam ją od piersi. Ale nie brałam już tego tak emocjonalnie jak przy Lilianie, której praktycznie w ogóle nie karmiłam.
Amelię karmiłam prawie pięć tygodni i jestem z siebie dumna. Poznałam jak to jest, zaznałam tej niezwykłej bliskości, to były nasze chwile, nie do zastąpienia. Ale powiem uczciwie, że dla mnie był to ogromny wysiłek i poświęcenie. Po każdym karmieniu czułam jak spływa ze mnie cała energia, do tego dochodziły nieprzespane noce plus opieka nad prawie trzylatkiem. Nie wspominając już o obowiązkach domowych bo to nie aż taki priorytet. Naprawdę trudno jest karmić na żądanie, czyli w sklepie między półkami czy na placu zabaw, czy w centrum handlowym. Warunki dla matek karmiących są tragiczne, ławek jak na lekarstwo, przeważnie zajęte przez starsze osoby. Ciągle trzeba myśleć co ubrać, żeby w razie czego szybko i łatwo nakarmić maleństwo, które nie czeka grzecznie w wózku tylko przeważnie płacze  wniebogłosy. Można się do tego przyzwyczaić i pewnie teraz karmiłabym publicznie bez żadnego problemu ale jednak.
Także matki karmiące piersią - podziwiam Was i daje ogromny ukłon w Waszą stronę bo to nie lada wyzwanie. Spróbujcie nie potępiać matek karmiących butelką, bo różne są sytuacje. My podjęliśmy taką decyzję i jesteśmy sto procent pewni, że jest ona dobra dla Amelii i dla nas.




Komentarze

  1. Ja karmię juz dwa lata i 4 miesiące. I wiem coś na temat braku ławeczek w UK. Karmienie to ciężka "praca", przyjemna, jednak ciężka. Chyba każda karmiąca miała chwile zwątpienia. Nie wiem czy zdecydowała bym się na tak długie karmienie kolejnego dziecka. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze. Anonimy proszę się podpisywać.

Zobacz również