Organizacja - poród i czas po porodzie

Siedzi mi to w głowie ostatnio i postanowiłam się tym z Wami podzielić. Chodzi o organizację porodu a konkretnie o to, co w tym czasie zrobimy z Lilianą. Bardzo zależy mi na tym, żeby mąż był ze mną przy porodzie, tak jak był przy pierwszym. Nie wyobrażam sobie, że miałabym rodzić bez niego. To ogromne wsparcie dla kobiety. Położne też inaczej się zachowują jeżeli ktoś patrzy im na ręce. Bo co taka umęczona skurczami kobieta może widzieć czy wymagać. A mąż czuwa nad wszystkim i położne się ładnie starają. Przynajmniej tak było przy pierwszym porodzie ( o którym możecie poczytać tutaj ), jak mąż wychodził na chwilę to one były czymś zajęte a jak wracał to już były przy mnie.
Ale nie o tym chciałam... Jak wiecie jesteśmy tutaj sami, tzn ja mam brata, który mieszka w innym mieście około dwie godziny drogi stąd. W razie czego przyjedzie do Lili. On nie ma dzieci ale myślę, że sobie poradzi przez te kilka godzin. Podobno drugi poród jest szybszy, później tata może śmiało wracać do Lileczki. Opcja bardziej przyspieszona, to nasz dobry kolega, przyjdzie do Lilki i jakoś zorganizuje jej czas do powrotu taty.
Kiedy Lila była chora ( post wcześniej ) tata zaproponował, że z nią zostanie a ja w tym czasie mogę iść do pracy. Same pewnie wiecie, jak to jest kilka dni z chorym dzieckiem. Dlatego ucieszyłam się na tę propozycję. Ale jak ja do tego domu wracałam! Biegiem! Tak się stęskniłam. A Lila jakby nigdy nic, przytuliła, dała buzi i z powrotem do zabawek. I wtedy sobie uświadomiłam dwie sprawy. Pierwsza - będę chciała jak najszybciej po porodzie do domu. Druga - Lila nawet nie zauważy mojej nieobecności. Więc będzie dobrze. Tutaj w Anglii nie trzymają za długo w szpitalu. Jeśli wszystko jest w porządku to po kilku godzinach wypis do domu. I wtedy zacznie się wyższy poziom macierzyństwa czyli dwójka dzieci do ogarnięcia. Tata ma dwa tygodnie urlopu po porodzie więc widzę to wszystko w jasnych barwach. Po raz drugi, tak jak to było z Lileczką, nie chcemy nikogo do pomocy w postaci dziadków czy cioć. Sami jak zawsze. Poradzimy sobie. Nasza czwórka. Uważam, że tak jest lepiej, niż jak ktoś obserwuje całą sytuację z boku. Nawet jeśli jest to najżyczliwsza osoba na świecie. To przecież nas nie ominie. Musimy sami się dotrzeć. Bo to my tworzymy rodzinę, tu i teraz. To są takie intymne chwile. Nowy członek rodziny, siostra Liliany. Tyle wzruszeń przed nami. A zapewne i nerwy nas nie ominą. Nieprzespane noce, brak cierpliwości. Ale wiem już, że po porodzie mamy mogą wszystko. Jest wtedy jakaś magiczna siła, niewiadomo skąd. Jak już emocje opadną i wszystko się unormuje odwiedzi nas moja siostra. Przyleci w maju. Ale piękny czas przed nami. Kiedy rodzi się dziecko, to wszystko nabiera sensu, prawda?

Komentarze

  1. Anonimowy30/3/17

    Na pewno wszystko będzie dobrze i sobie poradzicie. Mimo to podziwiam, że nie chcecie pomocy kogoś bliskiego w tych pierwszych dniach. Pamiętam, że mama bardzo mi pomogła zaraz po porodzie w sprawach karmienia piersia, jej rady były nieocenione. No i ciepłe obiadki codziennie, także skupialam się tylko na dzidzi, a jednocześnie ktoś dbał o mnie :) Pozdrawiam, stała czytelniczka :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze. Anonimy proszę się podpisywać.

Zobacz również