Grypa bostońska czy hands foot and mouth - czyli Lili chora

No właśnie, co? Bo oczywiście nasz lekarz nie wiedział, zamotał się.
A było to tak... W poniedziałek Lila poszła do łóżeczka na drzemkę, po dwóch godzinach płacz i wstała na równe nogi. Jakaś taka rozpalona była. Temperatura 37,6. I nie spadała do wieczora. Pod okiem mała czerwona kropka. Paracetamol przed snem.
Rano. Broda rozdrapana, pełno czerwonych krost koło ust, brzydkie takie. Ale jak zobaczyłam co się dzieje pod pieluszką, między nogami, to zamarłam. Czerwone plamy, grudy w różnych skupiskach. I cała pupa,  lekko nawet wychodziło to na plecki. No to do lekarza - już.
Gorączki nie miała. Lekarz nie bardzo wiedział co to, bo przy bostonce są też plamy w jamie ustnej a Lila miała czysto w buźce. I przepisał nam... antybiotyk! Bardzo się zdziwiłam, bo jeżeli nie był pewny to po co takie mocne. Ale powiedział, że groźnie już to wygląda więc antybiotyk.
Wróciliśmy do domu, podawałam antybiotyk przez dobę. Zero poprawy. W końcu myślę, no muszę pogooglować skoro lekarz nie wie. Bostonka bardzo mi tu pasowała, bo krosty mogą pojawić się na rączkach, stopach, koło ust ale też też między pośladkami. Zdjęcia w internecie też przypominały to co miała Lila.
Poczytałam, nie ma na to lekarstwa, antybiotyk nie pomoże, po prostu trzeba to przejść.
Odstawiłam Lili antybiotyk na dobę. Między czasie zadzwoniłam do przedszkola Lilki, zapytać czy może coś wiedzą, czy inne dzieci też mają coś takiego. I okazało się, że kilka mam już dzwoniło, że dziecko nie przyjdzie bo ma wirusa o nazwie hands, foot and mouth.
Umówiłam się jeszcze raz do innego lekarza, żeby to skonsultować, potwierdził, że u Lili to właśnie ten wirus. Powiedział, że krosty mogą się pojawiać wszędzie, a to tylko nazwa. I faktycznie jak zobaczycie zdjęcia w internecie to dzieciaczki zasypane są w bardzo różnych miejscach. Lila np nie miała nic na stopach za to ta pupa najbardziej obsypana. Nie będę tu dodawać zdjęć bo nie są przyjazne dla oka. Opisuję nasz przypadek, gdyby któraś z Was martwiła się. Ogólnie nie ma czym. Trzeba to przeczekać. Lila nie przechodziła tego jakoś tragicznie, bawiła się tak jak zwykle, swędziało ją tylko przez pierwszą dobę. Pierwsza noc była nieprzespana, to fakt. Daliśmy jej paracetamol. Zasnęła dopiero o 3 w nocy. Później już było tylko lepiej. Drapała krostki na twarzy, dlatego długo nie chciały się goić. Ja się zamartwiałam trochę, bo wyglądało to strasznie i cierpiałam w środku. Ale Lilce nic nie przeszkadzało w zabawie. Na szczęście.
U nas najgorsze były trzy dni. Później już było widać, że robią się strupy i powolutku wszystko się goi.
Chorobę można złapać przede wszystkim w przedszkolach, gdzie są większe skupiska dzieci. Przeważnie chorują dzieci do lat 5, ale i dorośli mogą się zarazić. Choroba też lubi wracać, dlatego trzeba w szczególny sposób dbać o higienę. Mam tylko nadzieję, że do nas nie wróci i nie dorwie mnie, bo przecież jestem w ciąży i nie na rękę mi teraz chorowanie.

Komentarze

  1. U nas Lenka zlapala najpewniej w samolocie do pl. Przy czym mielismy ,,szczescie'' zarazic rodzine. Wujka, dziadka no i mnie. Dzieci male nie odczuwaja swedzenia natomiast dorosli najchetniej odgryzli by sobie konczymy.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze. Anonimy proszę się podpisywać.

Zobacz również