Co u nas plus jak nauczyć się cierpliwości do dziecka

Pewnie niektóre z Was zastanawiają się dlaczego nie ma nas na blogu, albo dlaczego jesteśmy tak rzadko. W sumie, gdyby się nad tym zastanowić, to odpowiedź jest prosta. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Z organizacją czasu ostatnio mam mało wspólnego. Czas pędzi nieubłaganie. Ale w sensie pozytywnym. Rozwinęło się moje social life. Weekendy mijają nam przy zabawie z dzieciakami, kawie w fajnym gronie, dobrym jedzeniu i świetnej atmosferze. Niektóre z Was żyją na emigracji i wiedzą, że spotkać bratnie dusze w innym kraju, zaufać komuś całkowicie obcemu i do tego dobrze się dogadywać to nie takie proste. Nam z pomocą przyszedł plac zabaw.


                                     
Lila zmienia się z każdym dniem. Bywa kochana, podejdzie, przytuli mocno i da buziaka, później następnego i jeszcze kilka. Ale bywa też nieznośna, a ja w tym czasie pracuję nad swoją cierpliwością. Są chwile, kiedy zamykam się w pokoju i liczę do dziesięciu...
Czytałam gdzieś, że popularne jest nagrywanie opiekunek do dzieci. Jestem jak najbardziej za, ale pod jednym warunkiem. Niech ta Pani wie, że w domu są kamery. Nie będę się rozpisywać na ten temat, ale chciałabym podzielić się z Wami moim sposobem na bycie bardziej cierpliwą i rozsądną mamą. W momentach kryzysowych wyobrażam sobie, że ktoś na mnie patrzy, że ktoś słucha co mówię do Liliany a później będzie to oceniał. I myślę sobie: Nikomu nie dam tej satysfakcji. Żeby ktoś powiedział, że sobie nie radzę, że tracę nerwy. I tłumaczę w miarę spokojnym głosem:
że nie wolno otwierać lodówki i wynosić z niej jedzenia, bo wszystko się zepsuje,
że nie można zanosić talerzy do pralki,
że kąpiel z wózeczkiem dla lalek to nie najlepszy pomysł,
że krzesełko powinno stać na podłodze a nie na kanapie czy łóżku,
że mama i tata nie siedzą na stole,
że trzeba się dzielić zabawkami i mamą z innymi,
że świeczka, kreda i pasta do zębów to nie najzdrowsze jedzenie,
że szuflada w kuchni jest na garnki a nie do siedzenia w niej.

Bycie mamą to bardzo ciężka praca. Ale jak to mówią, co Cię nie zabije to Cię wzmocni. I czy nie czujemy się silniejsze? Bo ja tak mam. Od kiedy jest Lilka przeżyłam już tyle stresowych sytuacji, a to dopiero siedemnaście miesięcy. Za kilka lat będę twarda jak stal i może zostanę Robocopem albo Ironmanem.


Komentarze

  1. To bardzo wazne na emigracji, zeby znalezc bratnie dusze, w ogole jakies mile towarzystwo. Ciesze sie, ze udalo Ci sie!!! Lilka rosnie jak na drozdzach i podobna do taty jak dwie krople wody:-))) Fajnie z Niej dziewczynka, a ze duzo cierpliwosci trzeba , zanim wychowasz Ją na doroslego czlowieka, to fakt! Piszesz, ze bycie mamą to ciezka praca, ale jaka wspaniala, jaka satysfakcjonujaca i przynoszaca tyle radosci, prawda?
    Pozdrawiam, usciski dla Lilki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy21/11/15

    oj tak wiem o czym mówisz kiedyś miałam się za spokojnego człowieka a czasami sama się nie poznaje .... człowiek całe życie uczy się sam siebie... a dziecko mu w tym pomaga :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja byłam przed ciązą bardzo.... nerwowa, kłotliwa, nie cierpliwa.
    Przy Tymku( co prawda dopiero 3 meisiace jest ze mna) mój M zauważył dużą zmianę we mnie. wcześniej kłocilismy sie codziennie a teraz.... ciagle mi mowi ze jestem dla niego za miła i niewie gdzie jest haczyk :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze. Anonimy proszę się podpisywać.

Zobacz również