Wakacje na wsi/2

Można powiedzieć, że pogoda nam dopisała. Poza weekendem.
A szkoda, bo zaplanowane było grilowanie. Nikomu to nie przeszkodziło, deszcz ustał i naprawdę fajnie się bawiliśmy.
Bardzo się cieszę, że mogłam spędzić ten czas w gronie najbliższych.
Lili miała tyle wrażeń, wszystko nowe, nowe twarze, zwierzątka, duże ogrody.
Nie mamy tego w Anglii, tutaj wszystko takie poupychane.
Czasami spacerowałam wiejskimi ścieżkami i mijałam ludzi, których nie znam.
A oni nie znają mnie.
Albo wydawało mi się, że znam tą osobę, ale czy to na pewno ona?

Już wiem, o czym śpiewa Marek Grechuta.
Jak rozpoznać ludzi, których już nie znamy?
Osiem lat na emigracji robi swoje. Powoli nie pasujemy.
A piękne jest to jak przyjmuje nas rodzina, jaka radość bije od nich na nasz widok i jak mama ucieka szybko z trzęsącą brodą przy pożegnaniu. Później widać ją w oknie w kuchni, a po policzkach płyną łzy. Moich i jej. Kolejny rok rozłąki przed nami.

Kilka dni po powrocie do Anglii bywa trudne. Z jednej strony cieszę się na widok mojego mieszkania, mojego łóżka i pokoiku Lili. A z drugiej jest takie rozdarcie, znowu sami. Nikt nie wpadnie na kawę. Nikt nie weźmie Lili na spacer do cioci czy wujka. Za daleko.
Po tygodniu lub dwóch wszystko wraca do normy. Wpadamy w codzienność i czas sobie biegnie.
Nie można przecież mieć wszystkiego, co?

mina kota poprawia mi humor

Komentarze

  1. Nigdy jeszcze nie komentowalam Twoich postow, choc czytam regularnie. Ciekawie piszesz, tym bardziej czytam z zainteresowaniem, ze mam corke troche starsza od Ciebie, tez mieszkajacą z rodzina w UK.
    Postanowiłam napisac, bo doskonale rozumiem, o czym piszesz, rozumiem Twoje "rozdarcie", rozumiem troskę i żal Twojej Mamy i znam to uczucie "trzęsącej się brody" i stanie w oknie kuchni, kiedy moi ukochani wyjezdzają. Ale wiem, ze w Anglii im dobrze i ze tam zostaną. Mieszkaj tam, gdzie czujesz sie szczesliwa:-) Ja tez ciesze sie, kiedy oni do nas przyjzdzają i płacze z radosci, a potem łzy lecą, kiedy nadchodzi wyjazd. To samo, kiedy ich odwiedzam - płacze ze szczescia, kiey odbieraja mnie z lotniska i wtedy, kiedy sie z nimi rozstaję. Przywykłam jednak, mimo tesknoty, szczegolnie za wnukami, ale wiem, gdzie czują sie dobrze i ze mają zapewnioną przyszlosc.
    Pozdrawiam serdecznie, buziaki dla slicznej coreczki:-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za Twój komentarz, miło poznać reakcję tej drugiej strony - okazuje się, że jest taka sama:)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Anonimowy2/10/15

    Zawsze możesz częściej przyjechać do Polski, przecież Anglia nie jest tak daleko. A Twoja Mama nie może chociaż raz w roku Was odwiedzić? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwo powiedzieć:-) Wiem coś o tym. No niby Anglia nie jest tak daleko, ale... Przecież urlopu nie dostaje się zbyt często, bilety kosztują, a poza tym chce się też spędzić część wolnego w swoim domku. Mam rację, Mamo na wyspach?

      Usuń
    2. Dokladnie Iza. To sa duze koszty. Same bilety dla naszej trojki to OK 300£ czyli OK 1500zl. A jeszcze caly pobyt. Moja mama nie moze przyjechac bo opiekuje sie swoja mama a moja babcia. Babcia ma 97 lat I potrzebuje ciaglej opieki. Najlepiej mojej mamy bo innych sie wstydzi. Taki wiek nie podlega ocenie wiec nic nie wymagam.
      Pozdrawiam😀

      Usuń
  3. U nas tak samo.. Tylko moja mama widziała Kornelię. Czekamy z niecierpliwością na styczeń, by wyjechać do Polski. Marzyliśmy o świętach z rodziną, ale... zbyt drogo. Serce nam pęka, ale nie damy rady odłożyć tyle pieniędzy bo grudnia, bo utrzymując się z jednej wypłaty, bez socjalnych dodatków po prostu się nie da. Trudno. Przylecimy na Trzech Króli, ucałujemy rodzinę i wtedy podzielimy się opłatkiem..
    Nawet nie myślę o tym, jak trudny będzie powrót...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też kolejne święta spędzimy w trójeczkę, ceny są kolosalne. A jeszcze prezenty plus pobyt - byłoby bardzo ciężko.
      Fajnie, że jeszcze zdążycie na świąteczny polski klimaT, może będzie śnieg?
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Wyjazdy do Polski są ciężkie. I łatwo oceniać, jeśli się nie jest w tej samej/podobnej sytuacji. Rozumiem Cię.
    Mam takie pytanie... Skąd takie piękne buciki dla Lilki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że większość ludzi w mojej sytuacji myśli podobnie:)
      Buciki z Clarksa - bardzo dobre i warte swojej ceny. Choć ja kupuję na przecenach więc nie jest tak drogo:)

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź. Właśnie na temat Clarksa czytałam dobre opinie. :)

      Usuń
  5. Podziwiam, pisałąm to już na którymś blogu - podziwiam, bo ja sama nie dałabym rady na emigracji. Nie wiem jak trudna sytuacja musiałaby mnie spotkać zebym wyjechała. Będę pluła na sytuację tutaj, ale tutaj czuję się jak u siebie i myślę, że nigdzie indziej bym się tak nie zadomowiła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie mów nigdy:)
      Człowiek potrafi przyzwyczaić się do wszystkiego, ale tak, nie jest to łatwe.
      Jeśli jesteś szczęśliwa to nic nie trzeba zmieniać:)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Mi stuknelo w tym roku 12 lat na emigracji. I masz racje, jak jestem w Polsce, mam wrazenie, ze to juz nie moje miejsce, nie moj dom... My ze Stanow mamy duzo dalej (i drozej), wiec do Polski przylatujemy tylko raz na 2-3 lata, za to kazdorazowo na 3 tygodnie. Powiem Ci, ze pod koniec drugiego tygodnia zazwyczaj mam dosc, a trzeci to juz odliczanie. I do domu wracam z ulga. :) Zreszta, widze, ze nawet najblizsi sie oddalaja... Moj synek konczy 3 lata, a moja rodzina jeszcze go nie poznala, mimo, ze maja mozliwosci i czasowe i finansowe. Nie zalezy im, jestesmy niemal obcy i tyle... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to troszkę inaczej niż ja. W drugim tygodniu ja i Lili jesteśmy zadomowione, za to mój mąż już chce wracać do Anglii.
      Nowe dzieciaki w rodzinie to bardzo trudny temat, kiedy nie jesteśmy blisko rodziny. Muszę o tym kiedyś napisać.
      Pozdrawiam pa

      Usuń
  7. Nie dziwię się potrzebie dłuższej aklimatyzacji w waszym 'zagranicznym' domu. Może wynika to z tego, że tak na prawdę macie 2 domu? W Polsce i na emigracji? Ciężko mi sobie to jakoś wyimaginować, bo nie miałam na szczęście szansy spróbować takiego życia, niemniej jednak podziwiam, ze w ogóle możecie tak 'szybko' wejść w codzienność.

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy25/10/15

    Mnie też to czeka niedługo podróż do Polski na Swieta i juz teraz zły kręcą się w oczach bo to za krótko... Bo nie zdążymy się sobą nacieszyć i z nowu łzy i kilka minut wtuleni w ciszy i tylko słychać ciąganie nosa i wycieranie policzków... Ile to mozna znosic? Za każdym razem coraz ciężej.
    Nie tylko Ty tak się czujesz chyba wszyscy co opuścili Polsce i wszystkie rodziny które musiały pożegnać swe dzieci by mogły żyć z dala od kraju ale godnie. Pozdrawiam i wytrwałości życzę.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze. Anonimy proszę się podpisywać.

Zobacz również