piątek, 30 października 2015

Poród w Anglii, bliscy w Polsce - czyli jak nie miałam świętego spokoju

Rodziłam w Anglii. Z mężem pojechaliśmy na porodówkę, nie wysłałam smsów do najbliższych, że to już, że rodzę. Nie. Pojechaliśmy, urodziłam Lilę, i dopiero wtedy zadzwoniłam do mamy. Do Polski. Wyczułam, że płacze. Jej najmłodsza córeczka stała się kobietą.
Pewnie chciała mnie przytulić. Wyszeptać do ucha, że wszystko będzie dobrze. Że sobie poradzę, bo jestem taka silna.
Wcześniej sami zaplanowaliśmy sobie, że nie chcemy nikogo. Nie potrzebujemy pomocy, bo to przecież ,,tylko,, dziecko. Musimy sobie poradzić, bo przecież i tak wcześniej czy później będziemy skazani tylko na siebie. A tak będziemy mieć święty spokój od początku.
Nikt za Ciebie dziecka nie wychowa, nikt tak jak mama nie zapewni mu poczucia bezpieczeństwa i bliskości.
W szpitalu po porodzie spędziłam noc, mała była cały czas przy moim łóżku. Same. Nie mogłam spać, co chwilę sprawdzałam czy oddycha. Nie zmrużyłam oka.
Rano po śniadaniu już byłam spakowana. Bo do domu, do domu.
Teraz zmieniłabym właśnie tę decyzję.
Zostałabym dłużej w szpitalu, gdyby było trzeba zmyśliłabym, że mnie boli, że nie chce do domu.
Tak, teraz na pewno zostałabym dłużej.
Po porodzie trzymała mnie taka adrenalina, że wydawało mi się, że mogę góry przenosić. To takie fałszywe uczucie. Bo rozum mówi Ci : odpocznij. A ciało zaczyna sprzątać, gotować i Bóg wie co jeszcze robić.
Zostaliśmy rodzicami pierwszy raz w życiu. I spanikowaliśmy. Ale tak w środku. Bo na zewnątrz to udawaliśmy chodzące ideały. Mieszkanie posprzątane, obiad ugotowany, ja umyta, ubrana i nawet wymalowana. Spacery już po trzech dniach. Jak teraz na to patrzę, to kręcę głową.
Nie mówię, że kobieta po porodzie ma chodzić brudna. Ale ma dać na luz. Przez dwa tygodnie może odpuścić domowe obowiązki, dbanie o wygląd i poświęcić się dziecku. Bo może.
I to jej się cholera jasna od życia należy.
Na spokojnie, odzyska siły, emocje ucichną i powoli wszystko się na nowo ułoży.
Bo nie można żyć tak samo z dzieckiem, jak przed pojawieniem się dziecka.
Trzeba zaakceptować pewne zmiany, nowy tryb dnia i nocy a na to potrzeba czasu. I cierpliwości.

Kiedy rodziła moja najstarsza siostra, ja byłam wtedy nastolatką. Jechaliśmy do szpitala poznać małego Dominiczka, pierwszy wyczekany wnuk moich rodziców. Jaka wtedy biła od wszystkich radość. Jak świętowali i cieszyli się, że zdrowy i taki rumiany.

Lilę rodzina poznała przez skypa. Chyba nie muszę pisać, że nikt jej nie wziął na ręce.
I jak ktoś mi powie, że to prawie to samo... O nie, to nie to samo. Spróbuj polizać lizaka przez szybkę. Rozłączyłam się i został niedosyt. W ogóle trudno było powstrzymać łzy.
Bo kurde jesteś tylko człowiekiem i najprościej w świecie chcesz podzielić się swoim szczęściem.
A kiedy nie masz z kim to co?

Często słyszę, że dziewczyna jest w ciąży i tydzień przed terminem przyjeżdżają do niej rodzice lub mama. Dawniej w głowie przechodziła myśl: Po co? Przecież poradzą sobie bez tego.
Teraz już tak nie myślę. Nie oceniam. Chętnie skorzystałabym z takiej pomocy.
Podsumowując: było, minęło. Jestem z nas dumna, że poradziliśmy sobie, że sami musieliśmy podejmować trudne decyzje i uczyć się siebie na nowo bez wtrącania się osób trzecich. Kciuk do góry. Ale, nie bójmy się prosić o pomoc najbliższych. Zawsze można ustalić zasady. Np. nie wtrącaj się, dopóki nie poproszę Cię o radę. Ale Ona będzie czuwać, ugotuje obiad, kiedy braknie sił okryje Cię głupim kocykiem. Będzie blisko. W razie czego.




17 komentarzy:

  1. Anonimowy30/10/15

    Też mieszkam w UK i nie wyobrażam sobie, że mogłoby nie być przy mnie mojej mamy po porodzie. To było oczywiste dla mnie i dla niej, że przyjechała i została przez 6 tygodni. Bardzo mi pomogła, a przede wszystkim ważne było to, że nie byłam sama w domu z noworodkiem jak maz był w pracy. Na pewno bym sobie sama poradziła, ale tak było mi i łatwiej, i po prostu raźniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, jak bardzo bałam się zostać sama z Lili, bo P musiał wrócić do pracy po dwóch tygodniach. Cieszę się, że miałaś to szczęście i Twoja mama była przy Tobie, kiedy jej potrzebowałaś. Nie wszyscy mają taką możliwość. Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Anonimowy30/10/15

    Wyruszyło mnie to, znam to, sami jestesmy w takiej sytuacji.. Musimy radzić sobie we 3. Chociaż wiem, ze wszystko ma swoje wady i zalety.. Już się balam, ze przestaniesz pisać... Bardzo Lubie Twojego bloga i odnajduje w nim swoje własne myśli...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, czasami brakuje weny na pisanie, ale bardzo dobrze nastrajają takie komentarze jak Twój:)
      Dobrze napisałaś, są plusy i minusy, bo świeżo upieczony tatuś może nie przepadać za teściową, a też nie powinno odsuwać się Go od noworodka, bo później będzie się bał wziąć dziecko na ręce.

      Usuń
  3. Mądrze napisalas, czlowiek uczy sie na bledach. Po czasie mysli, ze zrobilby inaczej, lepiej. Ale wszystko ma plusy i minusy, a Wy z mezem przekonaliscie, ze mozna sobie poradzic w takich trudnych, nowych dla Was, sytuacjach. Sprawdziliscie sie, a to bardzo wazne. Kiedy moja corka rodzila w Anglii, serce mi sie krajalo, ze nie moglam byc z nią, ale pracowalam w szkole, a wakacje byly dopiero za miesiac. Jednak kiedy tylko skonczyla sie szkola, polecialam na 3 tygodnie i obie ryczalysmy jak bobr. Jakie bylysmy szczesliwe!!! Ja, ze moge przytulic wnuczka, a ona, ze moze zdac sie na mnie, ze mama okryje ją kocykiem i ugotuje im obiad. Ja sie cieszylam, ze moge byc pomocna!!! Jednak potem odlecialam, a oni sobie poradzili i nadal radzą. I chyba dobrze, ze kazdy mieszka osobno. Tal lepiej i dla mlodych, i dla starszych. Jednak tej bliskosci potrzeba, a im czlowiek starszy, tym lepiej to rozumie i docenia. Zobaczysz sama z wiekiem:-) Pozdrawiam serdecznie. I wiesz co? Kiedy patrze na Twoje zdjecia, to nadziwic sie nie moge, ze tak mlodziutko wygladasz:-) Jak moje gimnazjalistki!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej dziękuję, a mnie dopada jakiś kryzys bo za rok 30:)
      Bardzo dobrze wyszło w Waszej rodzinie, mądrze zaplanowane. Gdyby moja mama przyjechała miesiąc po porodzie to też byłabym wniebowzięta:) Radzimy sobie na tej emigracji bez rodziny bo jesteśmy twardzi ale są takie momenty, że brakuje bliskich. A wtedy można tylko pomarzyć o babci, która mieszkałaby blisko i powiedziałą: przywieź małą, a Ty wyjdź sobie gdzieś, albo weź kąpiel i poczytaj książkę.
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  4. my też mieszkamy w UK i mimo że mama mieszkała 45min od nas nie chciałam żeby zostawała i nas po porodzie ja chciałam wszytsko sama. teraz jestem w drugiej ciąży i mimo że mieszkamy gdzie indziej niż wcześniej to wiem że jak wszytsko się zacznie to rzuci wszytsko i przyjedzie jak najszybciej będzie mogła żeby zostać ze starszym synem ale mimo że już zaoferowala że może i nas zostać na tydzień po nadal nie jestem pewna czy tego chce ale mając prawie 2latka i noworodka może być trudniej niż majac tylko jedno... choć oczywiście wszytsko jest do zrobienia :) kurcze ale się rozpisałam :) pozdrawiam Martyna

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz a ja odwrotnie,chciałabym być sama z tym bez wszystkich dobrych rad z otoczenia....

      Usuń
    2. No widzisz a ja odwrotnie,chciałabym być sama z tym bez wszystkich dobrych rad z otoczenia....

      Usuń
  6. Wiem, o czym piszesz. Gdybym rodziła w Polsce, miałabym dużo pomocy... A tak wszystko sama. Mąż w pracy, a ja przerażona, jak sobie poradzę... Teraz jest dobrze, córcia nie robi problemów, ale ile bym dała, by ktoś mnie odwiedził...

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy1/11/15

    No właśnie :) Dlatego musimy cieszyć sie z tych plusów. U nas właśnie niestety jest ten problem, ze nie mamy zbyt dobrych kontaktów z rodzina, byli przeciwko naszemu związkowi, teraz tak jakby udają, ze ja i dziecko to jedno a o nim nie wspominają... Pisz, jeżeli brakuje pomysłów, weny to napewno pomożemy, chyba malo jest takich szczerych i prawdziwych blogów, bez pomijania wszystkich słabości, minusów, a u Ciebie jest tak prawdziwie. Moza sie posmiac , powzruszac, poplakac, tak jak przy tym poście :) My dzięki temu, że bylismy sami, mamy dobry kontakt z corka, oboje dobrze wiemy czego potrzebuje, chociaż czasami brakuje sił czy cierpliwości.. A jak u Ciebie z nią jest?

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy2/11/15

    Martwie sie, ze moja córeczka ma 6 miesięcy, a nadal spi zawijana.. Do którego miesiąca korzystaliście z wombiee?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jeszcze tego potrzebuje. My przechodziliśmy stopniowo na śpiworek około dziewiątego miesiąca.
      Możesz poczytać o tym tutaj:

      http://nataliamumtobe.blogspot.co.uk/2015/02/dziekuje-woombie.html


      Usuń
  9. Anonimowy2/11/15

    A jak to robiliście? Bo ja kilka razy probowalam ze spiworkiem ale kręciła sie, wyjmowala smoczka, kładła na brzuch itd. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Największy komfort jest wtedy, gdy pod ręką mamy kogoś zaufanego, kto będzie wiedział kiedy i jak pomóc w tych trudnych chwilach na początku. Kogo nie będziemy się krępowały o pomoc poprosić. Bez dwóch zdań. Jednak najczęściej, gdy rodzina jest na miejscu, jest tak, że nad świeżo upieczoną mamą i maluszkiem jest tłum, a kobiety są zbyt mało asertywne, by powiedzieć ciotce "piąta woda po kisielu", że szpital / pierwsze 2 tygodnie w domu, to nienajlepszy czas na odwiedziny ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja mam dylemat z pomocą bliskich z Polski... Co prawda myślę o tym, żeby mama do mnie przyleciała, bo to chyba jedyna osoba przy której nie będę się wstydziła tego fizycznego i psychicznego rozdarcia... jednak mamy różne charaktery, i pomimo tego ze jest mi najbliższą i najukochańsza kobieta na swiecie, niecierpie kiedy mi mowi "musisz to" "musisz tamto" "musisz tak zrobic a nie inaczej". Martwie sie ze po porodzie będę złośliwa, zdołowana i agresywna, a mamie powiem wszystko co mysle i narobie jej przykrosci :( dlatego postanowilam poczatkowo zostac sama z mezem, ale jest strach, ze bedzie ciezko, ze bedziemy zmeczeni, niewyspani, strach przed kąpielą małej, przed karmieniem jeśli będą trudności (a pewnie będą), przed całonocnym jej płaczem... i tak myślę ze możne jednak niech ta mama przyjedzie... pomoze zrobic obiad, zaopiekuje sie mala, zebym mogla sie spokojnie wykapac... tylko ze ona pracuje, a data porodu nie jest przecież z góry znana jak wiec zarezerwować urlop u mamy w pracy...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Anonimy proszę się podpisywać.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...