niedziela, 12 lipca 2015

O domu rodzinnym, moim dzieciństwie i podróżach do Polski

Kupiłam bilety do Polski. Jedziemy we wrześniu. Cieszę się ogromnie.
Lilka już nie jest niemowlakiem leżącym i wołającym o mleko. Będzie bardziej świadoma tego, co ją otacza. I chociaż mój mąż powtarza mi, że Lilka urodziła się tutaj w Anglii i wcale nie musi spodobać jej się polska wieś to ja i tak dalej wierzę, że jednak ją polubi. 
Polubi spacery do lasu i nad rzekę.
Polubi to czyste powietrze.
Polubi kotki i psy.
Z zaciekawieniem będzie patrzeć na chodzące po podwórku kury.
Polubi ciche i ciepłe wieczory.
A najważniejsze, żeby polubiła babcie, dziadka, ciocie, wujków i kuzynów. 

Mój dom rodzinny nie tętni już życiem tak jak dawniej. Wszystkich dotyka upływ czasu. Niektórzy już odeszli. Dlatego staram się, póki jest do kogo, tam jeździć. Rzadko, bo rzadko ale lepiej raz w roku niż wcale.
I mimo, że tutaj żyjemy zupełnie inaczej, to przebywanie tam to dla mnie radosny czas. Mojego męża wyjazd do Polski bardzo stresuje, Ciągle powtarza, po co my tam jedziemy, przecież to bez sensu. A ja go namawiam, tłumaczę, że Liliana powinna poznawać rodzinę. Co z tego, że nas niewiele. Będzie jeszcze mniej. Ale trzeba trzymać ze sobą.

Dziękuję Ci mamo, dziękuję Ci tato za moje dzieciństwo wśród łąk i lasów.
Wychowałam się na wsi, pamiętam jak zakładali nam pierwszy telefon domowy. Jeju jaka technologia. Nie wszystkich na wiosce przecież było na to stać. Przyszła pierwsza książka telefoniczna i można było zadzwonić do cioci, ale tylko jeśli coś ważnego, bo wiadomo, to kosztuje.
W domu był telewizor, a o komputerze nikomu się nie śniło. Żebym mogła spotkać się z koleżanką, umawiałyśmy się dzień wcześniej.
Dzieciństwo wspominam bardzo dobrze, praca przy sianie, żniwa. Byłam najmłodsza więc traktowano mnie ulgowo, nie musiałam tak ciężko pracować. Najchętniej przesiadywałam w lesie albo nad rzeką, godzinami.
A w zimie jeździłam na sankach, też godzinami. Przychodziłam cała mokra ale jaka zadowolona.
Kuligi też były, zawsze trafiały mi się wywrotne sanki i zawsze potłukłam cztery litery, było śmiechu:)

Teraz dzieciaki pragną elektronicznych gier, tabletów, komórek. Moje pokolenie było wolne od tego wszystkiego. Nie ustrzegę przed tym Liliany, nie ma szans. W końcu czas idzie do przodu, wszystko się zmienia. Chcę tylko pokazać jej, że można bez tego żyć. Żeby kiedy wspominała nasze wspólne wycieczki nad rzekę i do parku. Bo jaką trzeba było mieć dawniej wyobraźnię, żeby wymyślać gry i zabawy bez pomocy google.

A u mojej mamy dalej czas płynie wolno, dalej nie ma internetu, jest piękna wieś i chcę zabierać tam Lilianę.
Także jedziemy, do babci na wieś, u której koty jedzą z kryształu:)
Mieszanka zdjęć z kilku pobytów w Polsce:




12 komentarzy:

  1. Tak,ja również uważam że warto pojazać dzieciom tradycje. O to wykłocam sie z mężem przed świętami,wylicza kasę ile poszło,że wszyscy przychodzą posadzą dupy i niezadowoleni każdy z innego powodu- fakt,ale robię to póki co dla dziwci,żeby wiedziały jak.święta powinny wyglądać,jaka piękna tradycja,a potem...możemy jechać na karaiby;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To u mnie to samo, nie ma mowy żebyśmy jechali na święta do Polski, bo zaraz usłyszę, jaka to męka i takie tam. Dlatego spędzamy je zawsze w małym gronie, my, Lila i mój brat. Ale powiem Ci, że jestem wypoczęta po takich świętach:)

      Usuń
  2. U nas akurat warto jeździć do Polski. Mamy tam naprawdę dużą część rodziny. Ale akurat ze świeżym powietrzem.. Uważam, że to kwestia sporna. :) Może inaczej jest w Angii, inaczej w Szkocji pod tym względem, bo ja odniosłam wrażenie, że nasze szkockie powietrze jest lepsze niż polskie. Męczyło nas troszkę w Polsce. No ale ja porównuję miejsce, gdzie mieszkam, zatokę morską za oknem, góry wokół, do polskiego zatłoczonego (i pięknego) miasta. Niemniej oba kraje mają w sobie urok. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, ja lubię Anglię na swój sposób. Ale tutaj mieszkamy w mieście i zawsze kiedy dotrę do mojego rodzinnego domu to nie mogę się nacieszyć tym czystym powietrzem, pewnie dlatego, że las dokoła:)

      Usuń
  3. ... a ja chciałabym moim córkom podarować choć jeden tydzień w przeszłości, w czasach mojego beztroskiego dzieciństwa :) Bez umilaczy czasu typu komputer, z wyczekaną wieczorynką (jedną!), bieganiem po łąkach, lasach z małoletnimi sąsiadami, wracaniem do domu kiedy w brzuchu burczy lub dopiero na koniec dnia. Dobrze robisz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłoby cudownie, szkoda, że to nierealne:( Ja właśnie tak wracałam, już prawie ciemno a brzuch pusty:)
      Ale to nie przeszkadzało, żeby jutro robić to samo:)

      Usuń
  4. piękne zdjęcia..... takie prawdziwe i moje......
    uważam że lilka powinna poznać swoje korzenie, wszak jest pół na pół Polką..... i dobrze robisz, że jedziesz do rodziny.... mąż może sie w koncu też przekona.....a do jego rodziny jeździcie ?
    serdeczności
    leptir

    http://leptir-visanna7.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:)
      Tak, nasze rodziny oddalone są o cztery kilometry. Zawsze ich odwiedzamy, tylko nie jesteśmy tak zżyci jak z moją rodziną.

      Usuń
  5. A Twoj maz jest Anglikiem? Zawsze wydawalo mi sie, ze to Polak...

    My mamy do Polski "troszke" dalej i latamy tylko raz na kilka lat. Z jednej strony zaluje, bo jestesmy tu sami, a chcialabym zeby moje dzieci znaly swoje kuzynostwo, ciotki i wujkow. No i dziadkow od strony taty i moja mame. Ale wyprawa do Polski zajmuje tyle czasu i funduszy, ze nie ma mowy o innym urlopie, dlatego raz na 3-4 lata musi starczyc. Poza tym im jestem starsza, tym bardziej boje sie latac. ;)

    Teraz mamy jeszcze wieksze utrudnienie, bo nie dosc, ze jedni dziadkowie w Zakopanem, a druga babcia w Gdynii, to jeszcze obaj bracia mojego meza wyemigrowali z rodzinami do Anglii. Zeby wszystkich odwiedzic trzeba by wziac conajmniej miesiac wolnego. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety, takie czasy, że rodziny rozjeżdżają się po świecie. A odległość robi swoje i coraz rzadziej i rzadziej się spotykają, aż kontakty całkiem zanikną. Nasze dzieci pewnie ledwo będą kojarzyć swoje kuzynostwo.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie jest na odwrót. To ja nie chcę jeździć do Pl . A jeszcze nie dawno liczyłam dni do odlotu i pakowalam walizki tydzień wcześniej heh.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Anonimy proszę się podpisywać.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...