Fancy a romans? Historia naszej miłości.

Miałam dwadzieścia lat, byłam  bardzo skromną i zamkniętą w sobie dziewczyną. Czułam się dobrze tylko w gronie bliskich znajomych. Pewnego wieczoru byłam u koleżanki, piłyśmy wino własnej roboty, w głowie zaszumiało. Pokazała mi zdjęcie swojego kolegi, powiedziała, że rozstał się z dziewczyną, z którą był cztery lata. Znałam go z widzenia z podstawówki, ale nigdy z nim nie rozmawiałam. Mówiła, że On bardzo przeżył to rozstanie i teraz jest sam więc może chciałabym go poznać. Ja stwierdziłam, że po co, i tak nic z tego nie będzie i pewnie wróci do tamtej ( nie wierzyłam w siebie ). Ale spojrzałam na zdjęcie, czarne włosy, ciemna karnacja, kurde fajny chłopak - pomyślałam. Zbliżały się Andrzejki. Byłam zaproszona na imprezę i jak zwykle miałam iść sama albo zostać w domu i też nic by się nie stało. Ale wino pomogło i napisałyśmy smsa. Odpisał, że jeszcze nie wie, co będzie robił za tydzień, bo są juwenalia ale odezwie się. No i że nie wie kim ja jestem. Później smsowaliśmy jeszcze, aż dzień przed Andrzejkami zadzwoniłam do niego. Nie wiem co mi się stało, nigdy wcześniej nie miałam w sobie takiej odwagi. Powiedziałam, że jutro są Andrzejki i czy ze mną pójdzie. On na to, że my się w ogóle nie znamy. A ja: To przyjdź pół godziny wcześniej to się poznamy ( do tej pory to pamięta i zawsze nas to bawi). Przyszedł. Otworzyła mu moja mama, która właśnie wychodziła z wiadrami do stajni. Jaki wstyd, pomyślałam ( zawsze wstydziłam się, że mamy gospodarstwo ). On nic sobie z tego nie robił. Poszliśmy do pokoju, rozmawiało się bardzo lekko i ja już wtedy się zakochałam. Wcześniej nie wychodziło mi z chłopakami, wstydziłam się. A przy nim czułam, że mogę być sobą. Pojechaliśmy na imprezę. Tam muzyka, alkohol i zabawa. Był pod wrażeniem ile potrafię wypić. Po kilku miesiącach, kiedy byliśmy już prawdziwą parą mówił  znajomym Zawsze chciałem mieć dziewczynę, która gotuje jak moja matka, a mam taką, co pije jak mój ojciec. ( nawiązując do Andrzejek, bo przecież nie piłam aż tyle, tamtej nocy jakieś dziwne emocje mną rządziły i mogłam pić, na drugi dzień nie było już tak fajnie ). Na tych Andrzejkach powiedziałam w pewnym momencie: Może mnie przytulisz? - z tego też się śmiejemy do dzisiaj i wiemy o co chodzi. Tak zaczęliśmy się całować i ja już byłam po uszy zakochana.
Na drugi dzień wieczorem zadzwonił i zaprosiłam go na ciasto z jabłkami, była niedziela a w poniedziałek miał jechać na studia do Krakowa, do akademika  i zostać tam do piątku. Odprowadziłam go kawałek, bardzo mu się to spodobało, bo nigdy nikt go nie odprowadzał, a ja lubiłam jesienne, chłodne wieczory i spacery. Zwłaszcza w miłym towarzystwie.
Od tego czasu spotykaliśmy się, kiedy tylko było to możliwe. Czasami jeździliśmy razem do akademika, żeby spędzić razem weekend. Było cudownie. Wakacje już spędzał na wiosce. Dzieliło nas tylko pięć kilometrów, więc chodziliśmy tak w kółko on do mnie, to ja do niego i z powrotem. Moi rodzice nie chcieli, żeby zostawał do rana, więc budziliśmy się przeważnie około trzeciej w nocy i musiał wracać do domu. A jak jeździł do Krakowa to już ode mnie szedł na pociąg na piątą rano.
Byliśmy tacy zakochani, rozmawialiśmy o wszystkim, godzinami. To On nauczył mnie pewności siebie. Powtarzał, że jestem mądra i ładna i nie mogę wstydzić się swojego zdania. I uwierzyłam w siebie. Dla niego zawsze byłam najważniejsza, zawsze na pierwszym miejscu.
Nie poszłam na studia. Za to nadarzyła się okazja wyjazdu do Szwajcarii do pracy w prywatnej szkole w górach. Pojechałam. Rozłąka trwała prawie pół roku. Myślałam, że umrę tam bez niego Tak bardzo tęskniłam. I on też. Dzwoniliśmy do siebie codziennie, smsy a później Skype. Było ciężko, ale przetrwaliśmy. Wtedy zrozumiałam, że bardzo go kocham i nie mogę bez niego żyć. W Szwajcarii zrozumiałam też, że niekoniecznie chcę mieszkać w Polsce. Że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wyjechać. Tylko teraz już we dwoje, razem podbić świat.
Miałam pieniądze ze Szwajcarii, zrobiłam tylko prawo jazdy a P skończył studia i kupiłam bilety do Anglii. Przed wyjazdem siedzieliśmy na górce, patrzyliśmy dokoła i ja płakałam. A bo nam się nie uda, pewnie się rozstaniemy jak już zamieszkamy razem, będziemy się kłócić itp. Takie moje panikarskie podejście. On na to: Spokojnie, najwyżej wrócimy i będziemy ten wyjazd traktować jako drogie wakacje. Nic takiego się nie stało. Szybko znaleźliśmy pracę. Pracujemy tam do dzisiaj ( o tym napiszę w kolejnym poście ). W 2012 roku pobraliśmy się, podróżowaliśmy, kupiliśmy mieszkanie i najważniejsze - mamy Lilianę.

Tak wyglądaliśmy w 2007 roku:)



Opisałam to i czuję się wspaniale. Jak dobrze przypomnieć sobie te wszystkie małe sprawy, które zaprowadziły mnie do miejsca, w którym jestem dzisiaj. Będę czytać ten tekst, kiedy tylko zagości kryzys w mojej głowie.

Komentarze

  1. Anonimowy28/7/15

    Cudowna historia :) Wspaniale, że znaleźliście się nawzajem. Widać, że ta miłość Cię uskrzydliła :)
    Od ilu lat mieszkacie w UK?
    Ktoś ze znajomych pomógł Ci z pracą w Szwajcarii czy przez jakieś biuro pośrednictwa pracy wyjechałaś?
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, od kiedy poznałam P moje życie zaczęło się na nowo:)
      W Anglii mieszkamy już 8 lat. Do Szwajcarii pojechałam dzięki koleżance, to była naprawdę fajna przygoda, chociaż, jak przypomnę sobie moją szefową to do tej pory mam ciarki. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Piękna historia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Popatrz, jak to miłość potrafi skłonić nas do poknywania lęków i słabości. Świetnie czytało się Waszą historię, widać w niej i namiętność, i szacunek, i wsparcie. Ale najbardziej ucieszyły mnie trzy ostatnie zdania. O to właśnie chodzi:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam czytać takie historie:) życzę Wam wspanialej miłości do końca życia;) A kryzysy? Kto ich nie ma, najważniejsze to znaleźć odpowiedni środek do ich rozwiazywania;) W tekście tylko nie moge połapać sie w czasie, mianowicie piszesz że miałaś 20 lat jak poznałaś P, zdążyliście zostać parą, Ty wyjechałaś do Szwajcarii, wróciłaś, zrobiłaś prawko, kupiłaś bilety do Anglii (dlaczego wybraliście taką smutne Państwo?), piszesz, że w Anglii jesteście już 8 lat a Ty jesteś chyba rocznik 86, szczerze mówiąc bardzo intensywny czas miałaś wtedy:) Ile lat starszy jest od Ciebie Twój mąż? I gdzie braliście ślub, w Polsce? I jeszcze pytanie czy nie miałaś żadnych rozterek ze P zostaje sam kiedy Ty wyjechałaś do Szwajcarii (dopiero rozstał sie z dziewczyną). Ach ciekawska ja;) jak nie chcesz to nie odpowiadaj, a pytam z czystej ciekawości, po prostu uwielbiam czytać historie miłosne;) Z niecierpliwością czekam na kolejne długie posty;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, też mi się namieszało z tymi czasami. Ale tak, wyjechaliśmy do Anglii w 2007 roku, czyli osiem lat tu jesteśmy, a poznaliśmy się w końcówce 2005 roku, w 2006 roku byłam w Szwajcarii i na początku 2007 robiłam prawko. Mąż jest ode mnie starszy trzy lata. Ślub braliśmy w Polsce:) Ach, z tą byłą dziewczyną to też były niezłe jazdy, bo ona chciała wrócić do P. Ale on nie chciał o tym słyszeć. Ja oczywiście obrażona, i wściekła ale nic nie mówiłam, nie komentowałam. A w duchu bałam się jak cholera. W końcu odpuściła i odczepiła się od niego.
      pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Piękna historia. Przyjemnie czyta się o tak uskrzydlającej mocy miłości. :) Życzę Wam wiele wiele miłości i szczęścia. Abyście zawsze byli ze sobą szczęśliwi i zarażali tym uczuciem Liliankę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piekna historia, Natalko! Widac, ze od poczatku kierowalo Wami przeznaczenie! Cudownie sie czytalo! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. zazdroszczę. ;) może i kiedyś jeszcze spotka mnie coś takiego;)) wszystko przede mną

    OdpowiedzUsuń
  8. Twój mąż przytył. Chyba dobrze mu z Tobą. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przytył i wyłysiał. On też nie za dobrze się z tym czuje, łysienia nie zatrzyma ale tycie mam nadzieję, że tak:)

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze. Anonimy proszę się podpisywać.

Zobacz również