czwartek, 30 lipca 2015

Dlaczego UK - decyzja o wyjeździe, początki i praca.

Hej, ja nie czytam bloga od początku ale już spory kawal czasu.Jak to się stalo ze jesteś mamą na wyspach?Co was skłoniło do wyjazdu i czy to była łatwa decyzja?Pozdrawiam.

Ciekawi mnie jak wyglądały Wasze początki w UK. Sama zastanawiam się nad przeprowadzka, ale raczej do Niemiec.

Dlaczego UK? Pisałaś, że masz rodzinę także w innych krajach, nie chcieliście być bliżej nich?

Odpowiedź jest prosta, wyjechaliśmy bo byliśmy młodzi i nie mieliśmy nic do stracenia. Ja byłam po szkole, skończyłam technikum handlowe a P po studiach. Nigdy nie pracowałam w Polsce, P pracował dorywczo na studiach np. w restauracji i w ogrodach. Znajomi zaproponowali, że chętnie nam pomogą.  Mogliśmy u nich mieszkać na początku. Nie zastanawialiśmy się nad innymi miejscami na świecie, bo nikt nie oferował nam pomocy a sami nie znaliśmy przecież języka. Moja siostra wyjechała do Niemiec z rodziną, ale trzy lata temu. Ja już od dawna byłam w Anglii:)

Przyjechaliśmy autokarem, pamiętam, że zwróciłam uwagę na te małe domki, przez pierwszy rok naszą okolicę nazywałam wioską Smerfów. Teraz rozmiary domów są dla mnie normalne. Przez około trzy miesiące mieszkaliśmy w pokoju dwa na dwa. Łazienka wspólna, kuchnia wspólna. Męczyły nas te warunki. Na szczęście szybko znaleźliśmy pracę i każdy grosz odkładaliśmy. Pracowaliśmy w kabelkach ( pracujemy tam do dzisiaj ). Ja znalazłam też pracę wieczorową - sprzątanie. Przez trzy miesiące wstawałam o 6 rano, jechałam rowerem do kabelków i tam do 16.30 a na 17.30 jechałam rowerem na sprzątanie do 19.30. Wracałam do domu na dwudziestą, prysznic i sen. I tak od poniedziałku do piątku. Byłam wykończona. Zrezygnowałam szybko z tej dodatkowej pracy, bo nie było potrzeby tak się męczyć. Jedna praca w zupełności wystarczyła.


A ja mam pytanie odnośnie Twojej pracy zawodowej. Pisałaś kiedyś, że pracujesz przy montowaniu kabli, czyli jest to praca fizyczna. Nie myślisz o podnoszeniu kwalifikacji, żeby później zmienić pracę, awansować? Generalnie rozwijać się. Bo chyba taka monotonna praca jest bardzo nudna...

Wiem, ze jesteś w tej chwili mama pracująca. Ciekawi mnie czym się zajmujesz i czy jest to zgodne z Twoim wykształceniem? 

Była to mała, dopiero rozwijająca się firma. licząca w sumie około 10 osób już z nami. Po pierwszym przepracowanym  miesiącu zaproszono nas do biura i szef osobiście nam podziękował, powiedział, że jesteśmy bardzo pracowici. Chodziły plotki, że firma zarobiła spore pieniądze właśnie dzięki nam. Dawaliśmy z siebie wszystko, pracowaliśmy szybko i bezbłędnie. Byliśmy na każde ich zawołanie, bo tak nam zależało na tej pracy. Ja przez pierwsze trzy miesiące mówiłam tylko hello rano i bay wieczorem Tak się wstydziłam mojego angielskiego. Zwłaszcza dlatego, że jak usłyszałam, jak oni mówią, to byłam w szoku. Tych starszych dało się jeszcze zrozumieć ale moich rówieśników zero. Jakiś slang, półsłówka. Z każdym dniem bałam się, że ktoś mnie o coś zapyta a ja nie zrozumiem. Po trzech miesiącach zaczęłam mówić więcej i więcej a po roku już się dogadywałam. P zajęło to trochę dłużej. Rozumiał wszystko ale dalej nie wypowiadał się. Byli cierpliwi, liczyła się wykonana praca a nie gadulstwo. Do tej pory to powtarzam, kiedy przychodzi ktoś nowy i chwali się znajomością języka, zagaduje wszystkich dokoła. Myślę, nie o to chodzi, lepiej pracuj w ciszy to wtedy zyskasz szacunek.

Kontrakt dostaliśmy po trzech miesiącach. Byliśmy uradowani, od razu popędziliśmy do agencji nieruchomości, w sprawie wynajmu domu. I wynajęliśmy piękny mały domek z ogrodem. Czuliśmy się w nim jak w Polsce, bo nie był połączony z innymi domami, był ogrodzony, miał osobny dojazd - w Anglii to naprawdę rzadkość. Mieszkaliśmy w nim pięć lat, ale zbieraliśmy w tym czasie na depozyt, żeby kupić coś własnego.

Z tego domku do pracy mieliśmy około 15 minut piechotką, więc praca stała się naszym drugim domem. Tak zżyliśmy się z tymi ludźmi, teraz to dla nas prawie jak rodzina. Nie bez powodu, każdy problem, trudna sprawa, zawsze nam pomagali. I zawsze powtarzali, gdyby coś się stało, gdybyście czegoś potrzebowali powiedzcie tylko ( te słowa powtarzają do dzisiaj ).

Po kilku latach pochwalili się nam, że zarobili pierwszy milion. Cieszyłam się bardzo. Co roku starają się dawać nam małe podwyżki i niczego nam nie brakuje. Nie jestem pazerna, jeśli jest dobrze to po co to zmieniać? P jest tak dobry w tym co robi, że awansował na team leadera.
Teraz pracuję tylko dwa dni w tygodniu, resztę czasu spędzam z Lilianą. Dla nich to żaden problem. Powtarzają, że jeśli nam to odpowiada, to nie ma problemu.

Wszystko zależy od człowieka. Ja nie lubię się przemęczać, nie lubię też z nikim rywalizować o lepsze stanowisko. Dla mnie w pracy liczy się miła atmosfera, lekka praca i kawa na stoliku, kiedy tylko mam na nią ochotę. Jestem zdania, że skoro wiek emerytalny przedłuża się z każdym nowym rządem ja muszę się szanować. Robić tyle ile trzeba ale nie ponad normę.
Mój mąż jest moim team leaderem czyli po polsku kierownik działu ( coś w tym stylu ) i on przydziela mi pracę. Więc jest ona najlepsza jaka może być. Nie montuję kabli, tylko je robię od początku. Ucinam kabla, obieram, lutuję, zakładam różne końcówki - np takie jakie znajdziesz przy komputerze lub telewizorze. I bardzo to lubię. Ostatnio nawet stwierdziłam, że odpoczywam przy tym. Mogę słuchać muzyki lub książek na słuchawkach. Wbrew pozorom moja praca nie jest nudna, bo co chwilę robię coś innego, nowe zamówienie, nowy klient. Cały czas coś się dzieje. Dzień mija bardzo szybko. Często też jest tak, że dostaje pracę, która w ogóle nie wymaga myślenia, którą robiłam już milion razy i mogę ją zrobić z zamkniętymi oczami. Wtedy mam czas na myślenie. O moich sprawach. Lubię sobie tak wszystko przemyśleć i ta praca jest do tego idealna.

Nie mam zamiaru zmieniać pracy. Tym bardziej, że mamy Lilianę i za często nie ma mnie w pracy. Dwa dni w tygodniu to przecież niewiele. Myślę, że w innej pracy nie spodobałoby się takie rozwiązanie. A tutaj jest ok, bo już mnie znają, wiedzą, że jestem solidna i pracowita.

16 komentarzy:

  1. Zawsze mi tego brakowało w pracy. Takiej miłej i niemal rodzinnej atmosfery. Przez to ciągle szukałam czegoś innego. Dla mnie również to jest najważniejsze. Nie wysokie stanowisko i góra pieniędzy, a dobre relacje z wszystkimi pracownikami. Przyjemność z samej pracy. Na Twoim miejscu też wolałabym, żeby było tak, jak jest. Super, że tak się Wam udało. No i zazdroszczę domku. :):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo najważniejszy w pracy to chyba spokój psychiczny:)
      A co do domku, to już tam nie mieszkamy, fajny był ale nie nasz. Teraz mamy mieszkanie, powoli się w nim dusimy, Lilce przydałby się ogród. Może kiedyś zamienimy na dom:)

      Usuń
    2. Doczytałam, że nie wasz własny, ale z tego co pisałaś super się mieszkało. No i ten ogródek. Marzy mi się domek z ogródkiem. :)

      Usuń
  2. Fajny post,szczery bo słuchając mojej rodziny to dame negatywy ale kurczowo się tam trzymają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli byłoby tak źle, to pewnie wróciliby do kraju. Niektórzy po prostu uwielbiają narzekać:)

      Usuń
  3. Fajna, zdeterminowana z Ciebie babka :) Pozdrawiamy z tinyteaspoon.com :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również pozdrawiam i dziękuję:)

      Usuń
  4. O mojej córeczce też wszyscy mówią że taka poważna, że zawsze tak poważnie patrzy, a ona po prostu ma taki wyraz twarzy co wcale nie oznacza, że sie nie śmieje:) Bardzo ciekawy post, i taka szczerość z niego płynie. Fajnie sie czyta Twój blog:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokłądnie tak samo odpowiadam, że ma taki wyraz twarzy - po tatusiu:)
      Zastanawiam się czasami, czy nie jestem zbyt szczera, bo może to obrócić się przeciwko mnie. Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Anonimowy30/7/15

    hej :) mam pytanie z innej beczki :p czy poród to faktycznie takie straszne wydarzenie i nie da sie zniesc bolu czy da sie przeżyć? :p rodze za miesiąc i drze ze strachu bo wszyscy mowia ze jest to cos strasznego.. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy31/7/15

      To ja odpowiem jako stała czytelniczka tego bloga :) Nie słuchaj tych co porodem straszą bo każdy jest inny. Jasne, poród przyjemnością raczej nie jest, ale absolutnie można go przeżyć i znieść, bez odczuwania późniejszej traumy z tego powodu. Moim zdaniem - a rodziłam 2 miesiące temu - o wiele gorsze jest borowanie zęba bez znieczulenia ;) Kobiety są biologicznie dobrze przygotowane do wydania dziecka na świat. Trzeba zaufać sobie i naturze. U mnie w rodzinie porody do lekkich nie należały, a ja kiedy dostałam córkę na ręce zapytałam: to juz? Bo tak szybko i bezproblemowo poszło. Głowa do góry :)

      Usuń
    2. Kochana. poród to piękna sprawa. Jeśli chcesz możesz poczytać o moim:

      http://nataliamumtobe.blogspot.co.uk/2014/07/najpiekniejszy-i-najtrudniejszy-dzien-w.html

      i o tym jak to przetrwać:

      http://nataliamumtobe.blogspot.co.uk/2014/07/jak-przetrwac-porod-moje-tipy.html

      Usuń
  6. Anonimowy31/7/15

    Rodzilam 3 miesiace temu i także nie uważam tego za horror, owszem nie jest to pt przyjemne, ale czując bol, wiedziałam, ze za chwilę znowu krotki odpoczynek, kiedy doszlo do pełnego rozwarcia, bylam w szoku, ze to juz, pozniej niestety musiano mi pomagać proznociagiem, ale jak dostalam Mala na ręce to czułam sie szczęśliwa, wiedziałam juz wtedy, ze bylo warto, polecam porod z tata dziecka, dzięki temu dobrze wspominam swój porod :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo przyjemnie sie czytalo. Twoja historia przypomina mi troche wlasna. :) Wyjechalam do Stanow zaraz po studiach, z komunikatywnym angielskim (rok wczesniej zdalam FCE). Najpierw pracowalam sprzatajac, potem jako kelnerka. To byl dla mnie przelom, bo mimo, ze rozumialam praktycznie wszystko co do mnie mowia, to sama nie miala odwagi mowic. Jako kelnerka MUSIALAM porozumiec sie z klientami, wiec nie bylo wyjscia, trzeba bylo sie przelamac. ;) Jednoczesnie zaczelam tutaj magisterke i szukalam pracy jako laborantka. W koncu sie udalo i tak jak Ty, trafilam do malutkiej, dopiero rozwijajacej sie firmy i juz w niej zostalam. Teraz leci mi 10 rok. ;) W miedzy czasie zostalam przeniesiona do innego departamentu i siedze teraz w biurze i papierkach. ;) Firme wykupila zas wielka korporacja i po wieloma wzgledami jest gorzej, ale nasza filia jest malutka, szefostwo zostalo to samo i utrzymuja taka rodzinna, spokojna atmosfere. Moj malzonek czasem marudzi, ze moze poszukalabym lepiej platnej posady, ale dla mnie pieniadze nie sa najwazniejsze. Tutaj szef mnie zna i mi ufa. Kiedy potrzebuje, biore dzien wolny bez zbednego tlumaczenia. Jesli musze wyjsc wczesniej, nawet znienacka, wychodze i nikt krzywo nie patrzy. A to jest szczegolnie wazne teraz, kiedy mam dzieci. :) Wyscig szczurow mnie nie pociaga. ;)
    Pozdrawiam i czekam na kolejne posty. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście podobna historia:)
      Kiedy ma się dzieci, to już inaczej podchodzi się do zmian, prawda? Ja też mogę wychodzić kiedy chce ( jeśli potrzebuję gdzieś zdążyć, do lekarza na przykład ) albo dzwonię, że nie dam rady dzisiaj przyjść i jest ok:)

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Anonimy proszę się podpisywać.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...