Sobota, Lili chorutka, kilka słów o angielskiej służbie zdrowia

To miała być piękna sobota, jest przeciętna. Ale czemu narzekasz, przecież w Anglii lato już było. W czwartek. I wystarczy. Roiło się od celulitu na ulicach.
A Lilka znowu chorutka. Bidula, już chyba wszystko się jej łapie. Najpierw katar, później kaszel, ropiejące oczy a teraz biegunka. U lekarza jestem średnio raz w tygodniu, ale to bardziej dla mojego spokoju, bo on przecież nic nie pomaga. Ale obsłucha ją, zbada, sprawdzi uszy i gardło. I na chwilę jestem spokojna. Na biegunkę prosił nic nie podawać, niech organizm się oczyści. Łatwo mu mówić, bo to nie on co chwilę zmienia pieluchę, patrzy na biedną odparzoną pupę, widzi jak dziecko jest osłabione, nie chce jeść i nie chce się bawić. Podsumował żarcikiem: She's keeping you busy. A no pewnie, przecież mama nie może się nudzić.
Jak leczą w Anglii? Jeśli dziecko ma gorączkę, podawać paracetamol co cztery godziny, jeśli nie ma nie podawać, czekać. Na ropiejące oczy dostaliśmy maść ( aplikacja dosyć trudna - wetrzeć maść dziecku do oka ). Na katar dostaliśmy krople do nosa ( też nie łatwe w użyciu, spray jest o wiele wygodniejszy ). Kaszel - czekać. Mówię: to może chociaż syropek. A lekarz na to, że syrop właściwie nic nie pomaga. Ale przepisał. Moim zdaniem pomógł.
Podsumowując, może i dobrze, że tak nie przepisują antybiotyków. Teraz tyle się słyszy, że w Polsce faszerują dzieciaczki antybiotykami. No bo mama wierzy lekarzowi, bo komu ma wierzyć. Sama lekarzem nie jest. Tutaj są zdania, że dziecko nabierze odporności, jeśli samo pokona chorobę.

Wróciłam z Lilą ze spaceru i śpi a ja piję zasłużoną kawę w samotności.
Lilka teraz jest bardziej śpiąca w dzień. Biegunka ją bardzo osłabiła. Czasami na blogach czytałam o tym, że dziecko ma biegunkę i myślałam: e co tam, to nie taki problem. A teraz już rozumiem, że to naprawdę upierdliwa sprawa. Szczególnie w nocy. Ja Lilki nigdy nie przewijałam w nocy a teraz nie mam wyboru. Na szczęście zasypia zaraz po.
No nic, lekarz kazał poczekać kilka dni, dawać dużo do picia i smarować pupę specjalnym kremem na odparzenia ( chociaż to przepisał ). Taki oto weekend zapowiada się.
Życzę Wam lepszego!
Dużo nas ostatnio na instagramie, także zapraszam:)

Moja dwuząbkowa księżniczka:



Komentarze

  1. Czy ja wiem czy tak znowu w Polsce faszerują antybiotykami - mój syn miał pierwszy raz przepisany po skończeniu 5 lat, ale był wtedy naprawdę chory, córka nie miała jeszcze. Do tych lekarzy, do których chodzimy, antybiotyk to już ostateczność. Wcześniej przepisują inne, łagodniejsze leki. W tym i syropy właśnie, które moim zdaniem najbardziej pomagają.
    U Julki natomiast obecnie kolejna faza zębowa - niestety dziś źle się przez to czuła i już śpi, z tym, że nie wiem, czy to już ten sen nocny, czy jeszcze się obudzi, oby nie o 2 w nocy ;p
    Zdrówka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:)
      Trafiłaś na dobrych lekarzy. Mój bratanek bierze antybiotyki średnio raz w miesiącu i to mnie przeraża. Mały ma bardzo słabą odporność i łapie coś co chwilę. Zmieniali lekarza już kilka razy i zawsze to samo. Ale dobrze wiedzieć, że nie wszędzie tak jest:)

      Usuń
  2. Ja też bym nie powiedziała, że u nas w PL faszerują antybiotykiem, bez przesady. Jeśli nie jest potrzebny - nikt nie przepisze, bo po co? Antybiotyk przepisuje lekarz, jak wiadomo, że choroba sama nie przejdzie, bo nie wszystko da sie wyleczyć paracetamolem, zapalenia płuc czy oskrzeli nie bardzo.
    Każdy lekarz mówi, by dzieko samo nabierało odporności, ale czasami lek jest potrzebny.
    O faszerowaniu polskich dzieci antybiotykami mówią tylko za granicą, u nas w kraju od nikogo nie słyszałam, by na to narzekał....

    Zdrówka dla tej małej królewny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja słyszałam i to często w polskiej telewizji. Ale nie mieszkam tam więc wierzę, że się poprawiło:) Pisałam wyżej o moim bratanku, uważam, że lekarz gdzieś na początku niepotrzebnie przepisał antybiotyk lub za szybko i teraz mały ma bardzo słabą odporność.
      Dziękujemy i pozdrawiamy!

      Usuń
    2. Tak - to prawda, że antybiotyk niepotrzebny osłabia odporność. Często jednak sami rodzice szkodzą dziecku podając od razu lek, który nie zawsze moim zdaniem pomaga.

      Usuń
  3. Zdrówka dla malutkiej...

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdrówka dla malutkiej...

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdrówka :)
    Wiesz mnie dobija czasem ta wasza służba zdrowia, koleżanki syn chodził pół roku z ropnym katarem a tam twierdzili że to samo przejdzie, słałam jej gentamycynę z polski i dziecko po trzech dniach przestało się męczyć. Gorzej bo mu na uszy poszło i w Polsce musiał mieć leczenie :/... Ale zgadzam się z nimi że antybiotyki przepisywane w nadmiarze szkodzą ale czasem trzeba...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O muszę poczytać o gentamycynie, może babcia nam przyśle. Lilce właśnie wrócił katar, albo wcale jej nie przeszedł a to już ponad miesiąc trwa.Tutaj nie zwracają uwagi na takie rzeczy a przecież właśnie może iść na uszy lub oskrzela. Mnie dobija to, że dla nich wszystko jest OK, katar ok, kaszel ok. Nawet ulotki rozdają, że dopiero jak dziecko się dusi, traci przytomność lub dostanie padaczki o to wtedy pomogą. Masakra:)

      Usuń
  6. Anonimowy7/6/15

    Niestety w PL wiekszosc ludzi myśli, że jak im lekarz przepisze antybiotyk to znaczy, że ich naprawdę leczy. Wielu lekarzy dla świętego spokoju zapisuje. W Wielkiej Brytanii podejście jest inne, szacunek dla lekarzy o wiele większy, a brytyjscy pacjenci są mniej roszczeniowi. Na tamtejszą służbę zdrowia narzekają przede wszystkim mieszkający tam Polacy. Zresztą każdy Polak się świetnie zna na wszystkim. Zwłaszcza na medycynie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ja znam kilku Anglików, którzy też narzekają na tutejszych lekarzy. Ci co nie narzekają to są zdrowi:)
      Po porostu podejście jest inne, nie lata się do lekarza z byle czym. Tak samo w angielskiej telewizji nie ma reklam leków a w polskiej co chwilę. Antybiotyki bardzo osłabiają organizm i ja też nie chcę antybiotyku dla Lilki ale zastanawiam się, czy nie za długo już choruje, czy to też jej nie wymęczy. W końcu to wszystko trwa już ponad miesiąc.

      Usuń
    2. Anonimowy9/6/15

      Ponad miesiąc, czyli odkąd zaczęła chodzić do żłobka, prawda? Jedno z drugim się wiąże...

      Usuń
    3. Tak, zdecydowanie. Wszystko zaczęło się po pierwszym dniu w żłobku.

      Usuń
  7. Świetna sukieneczka małej!

    Mi jak na razie nie zdarzyło się trafić źle do lekarza dla Nadii. Pomogli mi wtedy, kiedy tego potrzebowałam, choć prawda jest też taka, że na szczęście nic poważniejszego, żadnych chorób nie było. Z kolei bardzo mnie wytrąciła z równowagi opieka nad kobietą po ciąży. Dziwne podejście. Spytano mnie jedynie czy czuję się dobrze i ot tyle. Cała wizyta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Badanie po ciąży - myślałam, że ktoś mnie zbada, sprawdzi czy wszystko się zagoiło itp. A tu nic. Spytali czy wszystko ok i tyle. Także dokładnie tak jak u Ciebie.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. To samo mialam w Stanach. Czy dobrze sie pani czuje? Nic nie boli? A, to w porzadku, do widzenia. :D

      Usuń
  8. Lacze sie w bolu... Moje dzieciaki tez zlapaly jakiegos wirusa... O ile Nik zafundowal nam tylko 3 pieluchy z kiepska zawartoscia (i pranie wszystkiego co mial na sobie), to Bi najpierw dwa razy zwymiotowala, a teraz "goni" ja na kibelek srednio raz na godzine. O poprzedniej nocy nie wspomne, bo pielucha (na noc nadal zakladamy pampers) nie wytrzymala i mialam pranie poscieli oraz materaca. :/ To juz 3 dzien, a ona oslabiona, tylko by polegiwala na kanapie, zupelnie jak nie moja szalona corka... :(

    W Stanach sluzba zdrowia dziala tak samo. Zazwyczaj mi to nie przeszkadza, ale czasem lekarke wrecz blagam zeby cos przepisala, cokolwiek, byle ulzyc dziecku. A ona nie, nie bo to wirusowka, samo musi przejsc... :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to też macie nieciekawie. Nocne przygody są okropne, wszystko do przebrania i do prania a do tego dziecko wkurzone bo chce spać. Na szczęście już Lilce przechodzi czego i Wam życzę:)

      Usuń
  9. u mnie od 2 dni gorączka po szczepieniu na odre.Nie ma nic gorszego niż chore dziecko!
    Swoją drogą próbujesz inhalować małą? U nas czasem jak widzę,że na coś się zanosi to robię sesję z solą fizjologiczną.Nie zawsze ale czasem pomaga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka razy robiłam inhalację zagotowanym vickiem z wodą, ale z solą jeszcze nigdy. Muszę spróbować.
      Dzięki i życzę zdrowia! Mały walczy:)

      Usuń
  10. W Polsce już nie jest tak jak "za naszych czasów". teraz próbuje się antybiotyki również omijać, dawać inne leki, lżejsze.
    Mam siostrę w Anglii i jak mi mówi, że na zapalenie ucha lekarz kazał poczekać, bo jak się poda antybiotyk to już zawsze trzeba będzie - nie wierzyłam własnym uszom. Dziecko zwija się z bólu - ale paracetamol wystarczy.
    Te nasze kraje to takie dwa inne światy pod względem leczenia. Polska- zbyt wrażliwa, Anglia - jak klimat - oziębła. Takie mam wrażenie.
    A w żadną stronę lepiej nie przeginać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za każdym razem, kiedy Lila łapie przeziębienie, boję się, że przerodzi się to w zapalenie ucha, podobno dziecko wtedy płacze non stop. A po twoim komentarzu jeszcze bardziej:)
      Dobrze podsumowałaś na koniec. Polska wrażliwa a Anglia oziębła i jeszcze bym dodała, że dzika:)

      Usuń
  11. osobiście uważam że dobrze lecza w UK. W PL od najmłodszych lat faszerują dzieci natybiotykami z byle powodu, osłabiajac tym samym cały ich organizm na długie miesiace. Farmakologia w obecnych czasach to gruba przesada. Ludzie bez zastanowienia łakają leki na wszystko w tym na nieistniejace chorioby wymyslaone przez koncerny farmaceutyczne by doić kasę. Polska to naród lekomanów....na ulicahch więcej aptek niż sklepów spożywczych. Tutaj chyba nie ma takiej korupcji i lekarze nie dostaja w łapę za zapisywanie konkretnych leków dlatego przepisują je gdy sa faktycznie potrzebne.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze. Anonimy proszę się podpisywać.

Zobacz również