czwartek, 8 stycznia 2015

Matka wspomina - dni po porodzie. Karmienie piersią.

Urodziłam dziecko. To brzmi dumnie. Byłam dzielna i silna. Pamiętam jak się wtedy czułam, mogłam góry przenosić:) Nie potrzebowałam snu, co chwilę sprawdzałam czy z Lilianą wszystko ok, czy oddycha. To trwało około trzy dni. I dopadło mnie zmęczenie. Chciałam się wyspać. Nie miałam już siły. Karmienie piersią mnie dobijało. Nie wiem czy dobrze robię, że o tym pisze. Ale myślę, że nie jestem sama.
W Polsce jest nagonka na karmienie piersią. Pierwsze pytanie Urodziłaś naturalnie? A zaraz następne: A karmisz piersią? Odpowiedź przecząca. Milczenie. Ja spuszczam wzrok, czuję się gorsza.
Jak udało mi się urodzić naturalnie tak poległam przy karmieniu piersią. Lili mi w tym nie pomagała. Nie umiała złapać, nawet położne w szpitalu przy przystawianiu miały problem. Jedna próbowała, nie udało się, zawołała drugą, też bez skutku, dopiero przyszła taka staruszka i w końcu Lili zassała. Ale gdy tylko się poruszyła i puściła sutka, to koniec nie złapała drugi raz. I ten płacz, wrzeszczała wniebogłosy aż zasnęła ze zmęczenia. Wiedziałam, że nadal jest głodna, tylko już nie ma siły.
Na drugi dzień wypis ze szpitala. W domu koszmar. Mało jadła, dużo płakała, traciła na wadze, my jak zombie, niewyspani i zmartwieni. A gdzie ta radość. Mamy dzidziusia powinniśmy się cieszyć. Przez dziewięć miesięcy czekałam i wyobrażałam sobie jak to będzie, że będzie cudownie, a wcale tak nie było.
Zadzwoniliśmy do poradni laktacyjnej. Przyszła bardzo miła Pani, cierpliwa, siedziała z nami ponad dwie godziny. Zobaczyła nasze próby karmienia i załamała ręce. Powiedziała, że nigdy nie widziała czegoś takiego, a widziała już dużo. Przeważnie dziecko chce ssać a matka cierpi z bólu. U nas było odwrotnie. Ja bardzo chciałam, ból się nie liczył. A Lili tego nienawidziła. Dosłownie. Po krzykach opadła z sił i zasnęła. Leżała sobie a ja płakałam.
Pani z poradni powiedziała do mnie cicho: Spójrz na swoją córeczkę, ma suche wargi, pieluszka sucha, chyba czas podjąć decyzję. Masz w domu mleko w proszku?
Podałam butelkę, Lilka piła i nabierała koloru, nie płakała już. Byłam szczęśliwa, nareszcie mogłam się cieszyć moim dzieciątkiem. Odżyłam.
Mogłam jeszcze próbować ale poddałam się. Może brakowało mi wsparcia. Mąż był za karmieniem butelką, mówił, że tutaj w Anglii wszyscy tak karmią i dzieci też są zdrowe. Myślę, że bał się, że sytuacja się powtórzy. Wtedy brakowało mi mamy, osoby, która mi pomoże, przystawi Lilkę i powie O popatrz jak pięknie pije.
Całe dziewięć miesięcy wpajałam sobie, że muszę piersią. Nie byłam przygotowana na niepowodzenia. Wtedy jeszcze pojawił się nawał pokarmu, nie miałam siły na nic, gorączka, piersi jak kamienie. Odciąganie laktatorem było męczarnią. Kapusta i maści pomagały ale na krótko. I zostawiłam to, nie karmiłam, nie odciągałam przez kilka dni. Pokarm zanikał. Aż zniknął całkiem. Za szybko.
I tak myślę, żeby natura dała nam trochę więcej czasu. Na dojście do siebie po porodzie, na odzyskanie sił. A tu od razu rzut na głęboką wodę. Masz dziecko - radź se!
Mam  nadzieję, że przy drugim dziecku będę miała więcej sił i cierpliwości.

Czas biegnie, Lili rośnie, zdrowa i wesoła. Mam nadzieję, że nie zrobiłam jej niczego złego.

18 komentarzy:

  1. Miałam bardzo podobną historię, nawet kiedyś o tym pisałam. Gdyby nie to, że w szpitalu spędziłyśmy 10 dni i było trochę czasu na fachową laktacyjną pomoc 24/7 (a przede wszystkim mega wsparcie mentalne...)to jestem pewna, że nic by nam z tego kp nie wyszło. Ale głowa do góry, przecież to oczywista oczywistość, że Lilce niczego nie brakuje i jest najszczęśliwszym pod słońcem bobasem, mając taką mamę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) No, tutaj nie było szans zostać tak długo w szpitalu.

      Usuń
  2. Moim zdaniem fajnie, że o tym napisałaś - czasami takie wyrzucenie z siebie negatywnych wspomnień czy emocji dużo daje. U mnie też nie było łatwo - popękane i mocno krwawiące brodawki, niemiłosierny ból, potem stopniowy zanik pokarmu - wszystko to przyczyniło się do tego, że karmiłam tylko 3 m-ce. Basia ładnie łapała pierś, ale moje sutki nie dały rady. Zawsze były wrażliwe i selikatne, ale przy karmieniu przeszły same siebie. A później po prostu brakło pokarmu. Częściowo z mojej winy, częściowo z winy mojego organizmu. Z powodu tej panującej w Polsce nagonki na karmienie piersią - miałam okropne wyrzuty sumienia, bo bardzo chciałam, a nie mogłam. Żal mam do siebie do tej pory. Wiem, ze jesli będziemy mieli kiedyś drugiego dzidziusia, to postaram się bardziej... Ale jeśli znów się nie uda, to nie będę tego przeżywać tak jak przy karmieniu Basi, bo lepiej mieć szczęśliwe i najedzone dziecko, niż płaczącego z głodu brzdąca.
    A Ty piszesz, że Lili jest zdrowa, wesoła i rośnie bezproblemowo - więc masz powód do radości, a jeśli kiedyś bedziesz miała drugiego dzidziusia, to będziesz już bardziej doświadczona i trzymam kciuki, żeby wtedy udało Ci się pokarmić malucha nieco dłużej :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz myślę podobnie jak Ty, że nic na siłę, przy drugim postaram się bardziej ale niczego nie gwarantuję bo różnie to bywa.
      Trzy miesiące to dużo:)

      Usuń
  3. Współczuję Kochana, choć sama wiesz, że u mnie lepiej nie było.
    Dobrze, że cały czas miałaś wsparcie w mężu. To naprawdę bardzo pomaga. Mój też mówił dajemy butlę.
    Ty chociaż poprosiłaś o pomoc poradnie laktacyjną. Ja przyjęłam wszystko tak jak się działo. Nikt mi nie pomógł, ale sama też nie poszukałam tej pomocy. Mimo wszystko nie ma się co zadręczać. Było minęło. Najbardziej bałam się utraty tej bliskości, ale podając butlę zawsze mocno tulę Lili i myślę, że jest podobnie :)

    I tak jak sama na końcu napisałaś - Lili jest zdrowa i wesoła. Tak samo jak moja :) Nic więcej mi nie trzeba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też szkoda było utraty bliskości, ale są na to różne inne sposoby. Twoja historia zachęciła mnie do napisania swojej:)

      Usuń
  4. Kochana nie myśl, że zrobiłaś coś złego. Wiem, że dla matki nie ma nic gorszego jak patrzeć jak twoje dziecko płacze i na dodatek spada na wadze. Nie dziwię Ci się, pewnie postąpiłabym tak samo. Ja miałam przygody za to z porodem, bo całą ciążę chciałam rodzić naturalnie i marzyłam o tym a na dwa dni przed porodem dowiedziałam się że muszę mieć cesarkę :( Tak to już jest, nie zawsze wszystko układa się tak jakbyśmy tego chciały :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic tak nie zaskakuje jak życie:)

      Usuń
  5. I niestety bardzo często to jest właśnie błąd że kobieta myśli o tym karmieniu piersią przez 9 miesięcy, nastawia się, że tylko pierś i nic więcej, choćby nie wiadomo co... i często właśnie przez tą presję nie udaje się. Wiem, że łatwo mi się pisze... to wszystko też dopiero przede mną i też bardzo chce karmić piersią, ale nie myślę o tym. Myślę, że co ma być, to będzie... postaram się, spróbuję wszystkiego, jak się uda, to wspaniale, jak nie... to nie koniec świata i trzeba żyć dalej. Najważniejsze jest szczęście maluszka :)
    I wcale nie jesteś gorszą Mamą! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, najważniejsze jest dobro dziecka. Życzę Ci, aby wszystko ułożyło się po Twojej myśli. Nie zapomnij o kapuście:)

      Usuń
  6. O nagonce w Polsce na karmienie piersią też coś wiem :/ My początek miałyśmy też bardzo trudny, miałam jednak to szczęście, że przychodziła do mnie super położna, doświadczona kobieta, która w końcu patrząc na nasze męczarnie powiedziała: "Trudno, ściągaj na razie laktatorem i podawaj butelką - żaden sposób karmienia nie jest gorszy". Może te słowa w jakimś sensie odblokowały też moją psychikę, odetchnęłam z ulgą i wieczorem spokojnie spróbowałam podać Anieli pierś - jadła... Popłakałam się jak kilka dni później usłyszałam, że i tak muszę dokarmiać córkę Nutramigenem... Nadal muszę to robić, a moja przygoda z kp chyba powinna zbliżać się do końca, ale nie czuję się już gorsza, najważniejsze, że umiemy zachować się odpowiedzialnie :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać, różne są historie karmienia piersią. Ile my kobiety musimy się namęczyć? :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  7. Powiem Ci, że ciągle slyszę o tej nagonce karmienia piersią, ale nie odczuwam... Każdy mówi, a nie widze, by faktycznie taka istniała (przynajmniej w mojej okolicy). Moim zdaniem jest wręcz odwrotnie. Z kim nie rozmawiam, każdy karmił butlą, ba! Spotkalam się z opinią, że lepiej robię, że karmię butlą, bo ponoć dzieci butelkowe mniej chorują, choć niektórzy twierdzą odwrotnie.
    Jak jest - nie wiem, nie znam sie. Wiem, że moja córcia ma 13 miesięcy i nie choruje w ogóle. Miała trzydniówkę, ale lekarz twierdzi, że to 80% dzieci przechodzi i to według niego nie choroba.
    Ja nigdy nie dyskutowałam co jest lepsze, bo każdy na starcie mi powie, że pokarm mamy, ale mi pani pediatra powiedziała, że ona by dyskutowała, bo pokarm mamy jest wspaniały pod warunkiem, że ta mama odżywia się według tabel i dostarcza dziecku tyle witamin ile naprawdę mu potrzeba.
    Ja też zaczynałam od karmienia piersią, przeszłam na mm kiedy Julia miała 1,5 miesiąca po namowie najbliższych, kiedy dziecko plakała non stop i wisialo na cycu, a kiedy podałam butlę z dnia na dzień moje dziecko stalo się "inne". Od tamtej pory bycie mamą to dla mnie przyjemność, bo Julia śpi całe noce, jest wesoła, uśmiechnięta, a ja zadowolona, bo wyspana i mam czas dla dziecka non stop :)
    Także moim zdaniem dziecku żadnej krzywdy nie zrobiłaś! :) Nawet tak nie myśl.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mala rozwija się dobrze? Tak! I to jest najważniejsze!
    Nie glupie gadanie innych, bo to zty jesteś matką i robisz wszystko by Twojemu dziecku było jak najlepiej. Karmienie piersia nie zawsze jest tym najlepszym rozwiazaniem. Męczyć dziecko, narażać je tylko dla faktu by karmić piersią? By nie gadali? By podziwiali?
    Sama karmiłam tylko dwa miesiace, pokarm był i pewńie bym karmiła przynajmniej 6 miesiecy, bo tyle planowałam, noe przepadałam za tym, ale wiem, że zawsze cos tam dobre dziecko wyciągnie. Wychodzę z załozenia, ze ile ma wziac to wezmie i my tego nie oszukamy. Przerwalam karmienie, bo nie moglam patrzec na cierpienie mojego synka, a nie wybaczylaby, sobie, gdyby przez moje chore ambicje i uleganie gadaniu innych mam, moj syn nabawił się np. astmy.
    Zrobilam to co dla mojego dziecka było lepsze i wcale mu nie zaszkodzilam. Ładnie się rozwija, rosnie i na odporność tez nie narzekam, bo poki co nie był jeszcze chory (tfu tfu).
    Nie zadreczaj sie :) Jestes najlepsza matka dla swojego dziecka!

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałem ten wpis z ogromnym wzruszeniem. Może to dlatego, że sam od niedawna jestem ojcem (od niedawna... hmm, ten czas leci tak szybko). W każdym razie jestem pewien, że jesteś wspaniałą matką i na pewno nie zrobiłaś jej niczego złego! Moja ukochana nie rodziła wprawdzie naturalnie (miała cesarskie cięcie), ale i u nas bywały ciężkie chwile. Szczególnie właśnie na początku, kiedy wszystko robimy po raz pierwszy. Patrząc na mamę mojej Igi i czytając Twój wpis po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że wy kobiety jesteście naprawdę WIELKIE! Pozdrawiam i zapraszam do mnie http://www.simed.pl/blog/macierzynstwo-bez-lukru-czyli-pierwsze-dni-po-porodzie/. Krzysiek :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nawet nie wiesz jak mi Twoj wpis pomogl. Czytajac go mialam wrazenie ze to o mnie.U nas kazda proba przystawienia do piersi oznaczala zachodzenie sie od płaczu przez mojego synka. Polozna ktora do nas przychodzila dala odczuc zeby zaczela po prostu dawac mm. Nie poddalam sie i mimo wszystko sciagalam mleko laktatorem przez 5 miesiecy. I tak mam wyrzuty sumienia, bo chcialam karmic rok i to tak normalnie...
    Zastanawiam sie co moglo byc bledem. Moze to ze na poczatku podawalam za duzo butelki i przez to nie chcial ssac piersi? Polozna w szpitalu powiedziala mi ze jak dziecko nie zje co 3 godziny to moze sie odwodnic i bardzo sie tego przesytaszylam :( Moze moglam szukac pomocy w poradni laktacyjnej? A moze po prostu brakowalo mi cierpliwosci przez brak snu i zmeczenie?
    A nagonka na kp jest i to ogromna. Mam wrazenie ze wszystkie kobiety karmia piersia bo wogole nie mowi sie o tych ktore karmia mm. Najlepiej jest kogos oceniac i mowic jak powinien postepowac.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie masz na to wpływu taka prawda. Nie ma co sobie wyrzucać. Wiadomo pokarm matki najlepszy ale nic na siłę. Dobrze zrobiłaś.

    OdpowiedzUsuń
  12. Przy pierwszej córce walczyłam długo o karmienie piersią, napotkałyśmy sporo problemów, nikt nie umiał (nie chciał?) nam pomoc. Karmienie piersią było dla mnie bardzo ważne, ale po kilku miesiącach łez i słabych przyrostów poddałam się presji otoczenia, zamiast szukać pomocy u doradcy laktacyjnego. Żałuję. Teraz kolejną córkę (12 tygodni) karmię piersią mimo skazy białkowej i mnóstwa wyrzeczeń. Nie poddam się, bo mam wsparcie, inne myślenie i wiem że warto- ale nie za wszelką cenę. Zapraszam do nas- polinkowa.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Anonimy proszę się podpisywać.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...