piątek, 24 marca 2017

Organizacja - poród i czas po porodzie

Siedzi mi to w głowie ostatnio i postanowiłam się tym z Wami podzielić. Chodzi o organizację porodu a konkretnie o to, co w tym czasie zrobimy z Lilianą. Bardzo zależy mi na tym, żeby mąż był ze mną przy porodzie, tak jak był przy pierwszym. Nie wyobrażam sobie, że miałabym rodzić bez niego. To ogromne wsparcie dla kobiety. Położne też inaczej się zachowują jeżeli ktoś patrzy im na ręce. Bo co taka umęczona skurczami kobieta może widzieć czy wymagać. A mąż czuwa nad wszystkim i położne się ładnie starają. Przynajmniej tak było przy pierwszym porodzie ( o którym możecie poczytać tutaj ), jak mąż wychodził na chwilę to one były czymś zajęte a jak wracał to już były przy mnie.
Ale nie o tym chciałam... Jak wiecie jesteśmy tutaj sami, tzn ja mam brata, który mieszka w innym mieście około dwie godziny drogi stąd. W razie czego przyjedzie do Lili. On nie ma dzieci ale myślę, że sobie poradzi przez te kilka godzin. Podobno drugi poród jest szybszy, później tata może śmiało wracać do Lileczki. Opcja bardziej przyspieszona, to nasz dobry kolega, przyjdzie do Lilki i jakoś zorganizuje jej czas do powrotu taty.
Kiedy Lila była chora ( post wcześniej ) tata zaproponował, że z nią zostanie a ja w tym czasie mogę iść do pracy. Same pewnie wiecie, jak to jest kilka dni z chorym dzieckiem. Dlatego ucieszyłam się na tę propozycję. Ale jak ja do tego domu wracałam! Biegiem! Tak się stęskniłam. A Lila jakby nigdy nic, przytuliła, dała buzi i z powrotem do zabawek. I wtedy sobie uświadomiłam dwie sprawy. Pierwsza - będę chciała jak najszybciej po porodzie do domu. Druga - Lila nawet nie zauważy mojej nieobecności. Więc będzie dobrze. Tutaj w Anglii nie trzymają za długo w szpitalu. Jeśli wszystko jest w porządku to po kilku godzinach wypis do domu. I wtedy zacznie się wyższy poziom macierzyństwa czyli dwójka dzieci do ogarnięcia. Tata ma dwa tygodnie urlopu po porodzie więc widzę to wszystko w jasnych barwach. Po raz drugi, tak jak to było z Lileczką, nie chcemy nikogo do pomocy w postaci dziadków czy cioć. Sami jak zawsze. Poradzimy sobie. Nasza czwórka. Uważam, że tak jest lepiej, niż jak ktoś obserwuje całą sytuację z boku. Nawet jeśli jest to najżyczliwsza osoba na świecie. To przecież nas nie ominie. Musimy sami się dotrzeć. Bo to my tworzymy rodzinę, tu i teraz. To są takie intymne chwile. Nowy członek rodziny, siostra Liliany. Tyle wzruszeń przed nami. A zapewne i nerwy nas nie ominą. Nieprzespane noce, brak cierpliwości. Ale wiem już, że po porodzie mamy mogą wszystko. Jest wtedy jakaś magiczna siła, niewiadomo skąd. Jak już emocje opadną i wszystko się unormuje odwiedzi nas moja siostra. Przyleci w maju. Ale piękny czas przed nami. Kiedy rodzi się dziecko, to wszystko nabiera sensu, prawda?

środa, 22 marca 2017

Grypa w ciąży czyli jak dobić brzuchatkę

A tak mi ładnie szło w tej ciąży, nie bolało, nie narzekałam na nic. Ale wszystko co dobre kiedyś się kończy. I pewnego poranka a już właściwie w nocy, poczułam, że bolą mnie wszystkie mięśnie, kark, ręce, nogi. Obudziłam się z ogromnym bólem głowy i wypiekami na twarzy. Termometr pokazał 38,2 co dla mnie bardzo dużo, bo ja przeważnie nawet nie mam 36,6. Nie mogłam się ruszyć. Daddy musiał zostać w domu bo nie byłabym w stanie zająć się Lilką. I pojawiło się pytanie czym się ratować? Bo ciąża ucina nam prawie wszystkie ścieżki dostępu. Leki bez recepty, aspiryna wszystko odpada.
Czym leczyłam się ja?
- piłam dużo herbaty z cytryną i miodem, dosłownie jedną za drugą,
- paracetamol trzy razy dziennie,
- po dwóch dniach pojawił się ból gardła, mokry, ciężki kaszel i katar. Poszłam do lekarza, żeby mnie obsłuchał i sprawdził czy to nic poważnego. Byłam wykończona, organizm bardzo osłabiony. Powiedział, że wszystko dobrze. Kaszleć mogę jeszcze tydzień i żeby dużo pić.
- Po ''pomocnej'' wizycie u lekarza zawitałam do polskiego sklepu i kupiłam tabletki do ssania, syrop i herbatki malinowe wszystko firmy Prenalen - dla kobiet w ciąży. I jeszcze miód.

Grypa ogólnie może dopaść każdego ale jak dopadnie ciężarną to już jest masakra. Ja w nocy już praktyczne w ogóle nie spałam. Nos zatkany, więc buzia otwarta. Jak buzia otwarta to gardło się wysuszało i zaczynałam kaszleć. Później leciało z nosa. Spałam pawie na siedząco, bo wróciła zgaga. Do tego doszedł zespół niespokojnych nóg, który dokuczał mi też w pierwszej ciąży. To uczucie jest tak wkurzające, że ostatnio jak leżę i szuram to przypomina mi się scena z filmu 127 godzin. Jak ten facet ucina sobie rękę. Serio, mam ochotę zrobić to samo moim nogom. Odciąć i w końcu zasnąć.
A jak już moje nóżki się uspokoją to muszę iść do toalety. I cała szopka zaczyna się od nowa. Uroki ciąży jak to mówią.

Po około siedmiu dniach męki musiałam znowu odwiedzić lekarza bo już nie dawałam sobie rady, myślałam, że się uduszę. Przepisał antybiotyk - amoksycylinę.  Internet potwierdził, że jest bezpieczna w ciąży ( czemu nie przepisał mi tego wcześniej tylko chciał mnie wykończyć ). Organizm kobiety w ciąży  jest za słaby żeby poradzić sobie z poważniejszą infekcją, dlatego tylko antybiotyk może pomóc. Przynajmniej tak sobie wmawiałam, kiedy pojawiały się wyrzuty sumienia.  Antybiotyk brałam  pięć dni i z każdym dniem było coraz lepiej.

Po około dwóch tygodniach znowu poczułam się zdrowa. Oby już to cholerstwo do mnie nie powróciło, bo ja nie mam czasu chorować. Za 22 dni zostanę podwójną mamą, a jeszcze tyle do zrobienia.

poniedziałek, 6 lutego 2017

Znowu to samo czyli za mały brzuch

Zacznę od tego jak wyglądała wizyta w położnej. Przyniosłam ze sobą kartę ciąży i próbkę moczu. Położna od razu sprawdziła mocz. Później zmierzyła mi ciśnienie. Jak zawsze idealne ( tak twierdzi ) czyli 90/60. Następnie poprosiła o położenie się na łóżku. Posłuchałyśmy bicia serduszka małej kruszynki. Na tą chwilę główka jest u góry, ale myślę, że jeszcze zdąży się przekręcić. Nie chciałabym cesarki bo pierwszy poród był naturalny. Później mierzenie metrem, czyli to co lubię najbardziej. Dlaczego? W pierwszej ciąży tak mnie zmierzyli, że biegłam do szpitala spanikowana, bo twierdzili, że dziecko nie rośnie. Na USG jednak wszystko było w porządku.
Jak to mówią historia lubi się powtarzać i tym razem również położna stwierdziła, że dziecko jest za małe jak na ten etap ciąży. Jutro mamy dodatkowe czyli trzecie USG, bo w Anglii normalnie przysługują tylko dwa. Nie zmartwiłam się tym tak bardzo jak ostatnio, ale wiadomo, że w mojej głowie pojawiły się pewne obawy. Na szczęście USG udało się umówić na następny dzień więc szybko wyjaśniło się na czym stoimy.

Noc minęła nawet spokojnie, rano zawieźliśmy Lilę do przedszkola. Jaka ona była szczęśliwa, w końcu coś się odmieni, w końcu pobawi się z dzieciakami. Tyle czasu siedziała w domu. Także o nią byłam spokojna. Teraz czekała nas trudniejsza część dnia, czyli wizyta w szpitalu. W poczekalni czas dłużył się okrutnie. W głowie najgorsze myśli, bo co jeśli dziecko na prawdę nie rośnie? Pamiętam tylko, że ręce P się trzęsły i nie wiedział co z nimi robić.
Nareszcie usłyszałam moje imię. Pani przepraszała, że musieliśmy długo czekać. Zimny żel na brzuch i sprawdzanie. Uspokoiła nas po chwili. Wszystko dobrze. Dziecko rozwija się prawidłowo, łożysko i pępowina pracują książkowo, serce pięknie bije. Córeczka ma już ponad kilogram. Jest dobrze. Będzie dobrze.
Wróciliśmy do pracy, później jeszcze miałam telefon, że z badań krwi wyszedł za niski poziom żelaza. A tak staram się zdrowo odżywiać. Anemię mam od początku tej ciąży. Bardzo trudno z tego wyjść. Mam nadzieję, że nie jest tak duża, żeby przeszła na córcię.

A tymczasem Liliana...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...